𝐊𝐨𝐧𝐜𝐞𝐫𝐭𝐨𝐰𝐞 𝐩𝐨𝐝𝐬𝐮𝐦𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐫𝐨𝐤𝐮
W minionym roku pobiłem rekord w liczbie koncertów, gdyż na liczniku wybiło ich aż 33. Gdyby nie pewne okoliczności, byłoby więcej… Odpadły dwa w lipcu, jeden w sierpniu i jeden w listopadzie. Zapraszam na moje subiektywne, muzyczne podsumowanie 2025 roku.
Które były tymi najlepszymi, które zasługują na wyróżnienia?
Na pewno chciałbym wyróżnić koncert André Rieu w Gliwicach. To legendarny dyrygent oraz skrzypek. Jeden z najpopularniejszych przedstawicieli muzyki klasycznej. Wielu już zainspirował, wielu zakochało się w tej muzyce dzięki jego pracy, zaangażowaniu i charyzmie. Doskonały koncert łączący klasyki z repertuaru muzyki poważnej, a także inne, bardziej popularne utwory z muzyki rozrywkowej. Zadbano o wszystko, nawet o tłumaczkę. Tę rolę pełniła skrzypaczka z jego orkiestry.
Drugie wyróżnienie dla zespołu Árstíðir. Przy całym szacunku do zespołu, niedawno byłem na ich koncercie w klubie Łącznik. Odsyłam zainteresowanych.
Jednak zwycięzcy muszą być. Nie będę przypisywał miejsc na podium. Poziom był tak wysoki, że to nie przystoi. Chronologicznie.
Po pierwsze – Sigur Ros w Hali Stulecia. Nieziemski koncert. Choć halowy, to bardzo spokojny, czuło się taką kameralną atmosferę. Wokal Jonsiego to po prostu czysta magia. Prawdziwy wokalny pedant, który potrafi podczas występu na żywo zaśpiewać prawie identycznie, jak na płycie! Doskonała współpraca z orkiestrą i innymi instrumentalistami. Wiecie co jest najlepsze? Że emocjonalnie przeżyłem to dopiero po koncercie. Wtedy zrozumiałem, gdzie byłem. A za co ogólnie bardzo szanuję Islandczyków (jednak trochę ich spotkałem w tym roku)? Za taką ludzką uprzejmość. Mogą mieć w środowisku muzycznym status legendy, a dalej są bardzo towarzyscy, uprzejmi wobec dopiero poznanych ludzi. To kocham w tym narodzie (choć, co jasne, nie wszystko, ale to inny temat).
Po drugie – Eivør w klubie Studio w Krakowie. Kolejny artysta ze Skandynawii. Tak, jak artyści stamtąd mieli silną reprezentację we Wrocławiu, tak i u mnie. Jak pisałem wcześniej, poza Beth Hart moja ulubiona wokalistka. Kolejny wspaniały koncert i podobnie magiczny, ale też niezwykle klimatyczny. Czasami można poczuć się jak prawdziwy wikiński wojownik. To naprawdę trzeba przeżyć. Takiej mieszanki emocji trudno szukać gdzie indziej. Jeden z najlepszych koncertów w życiu!
Po trzecie – Coma. Akurat ten zespół widziałem dwa razy – we Wrocławiu i w Krakowie. Trasa, jaką zorganizowano na pewno przejdzie do historii polskiej muzyki. Ekrany LED, pirotechnika, podnoszona scena, bawienie się z fanami w tłumie, zaskakujące covery, trzygodzinne koncerty. Brzmi światowo? Najlepsze jest to, że ja i bez tego bym poszedł. Wiele zawdzięczam tym chłopakom, zwłaszcza, kiedy byłem nastolatkiem. Cieszę się, że wróciliście. Fajnie też, że fani będą mieli możliwość was zobaczyć na Rockowisko.
Dziękuję wszystkim artystom za wspaniałe koncerty, przepraszam że nie uwzględniłem was wszystkich, ale to nie jest możliwe. Gdybym tylko technicznie mógł, każdy znalazłby tu swoje miejsce (Orianthi come back to Poland!). Mogę tylko się cieszyć, że pomimo takiej ilości nikt mnie nie zawiódł.
𝓙𝓪𝓴𝓾𝓫 𝓦𝓸𝓳𝓽𝓸𝔀𝓲𝓬𝔃
