𝐋𝐢𝐝𝐞𝐫 𝐛𝐞𝐳 𝐥𝐢𝐭𝐨ś𝐜𝐢. 𝐇𝐚𝐩𝐨𝐞𝐥 𝐉𝐞𝐫𝐮𝐬𝐚𝐥𝐞𝐦 𝐫𝐨𝐳𝐛𝐢ł Ś𝐥ą𝐬𝐤 𝐖𝐫𝐨𝐜ł𝐚𝐰!
Środowy wieczór w Hali Orbita przyniósł kibicom Śląska kolejne trudne doświadczenie w rozgrywkach EuroCup. W meczu 13. kolejki Wrocławianie ulegli liderowi tabeli, Hapoelowi Jerusalem, aż 72:115. Była to już piąta porażka z rzędu zespołu z miasta stu mostów w europejskich rozgrywkach, która znacząco komplikuje jego sytuację w walce o awans do dalszej fazy turnieju. Śląsk zajmuje obecnie przedostatnie miejsce w tabeli, podczas gdy zespół z Jerozolimy pewnie przewodzi stawce.
𝐎𝐬ł𝐚𝐛𝐢𝐨𝐧𝐲 Ś𝐥ą𝐬𝐤 – 𝐛𝐫𝐚𝐤 𝐃𝐣𝐨𝐫𝐝𝐣𝐞𝐯𝐢𝐜𝐢𝐚 𝐢 𝐊𝐢𝐫𝐤𝐰𝐨𝐨𝐝𝐚 𝐤𝐥𝐮𝐜𝐳𝐨𝐰𝐲
Już przed rozpoczęciem spotkania było jasne, że zadanie gospodarzy będzie wyjątkowo trudne. Śląsk przystąpił do meczu bez dwóch swoich kluczowych zawodników: Stefana Djordjevicia, lidera pod koszem, oraz Noaha Kirkwooda, który odpowiada za intensywność i organizację gry na całym boisku. Obaj koszykarze byli poobijani po bardzo fizycznym meczu z Zastalem Zielona Góra. Ich nieobecność była ogromnym osłabieniem dla zespołu, szczególnie w starciu z tak silnym rywalem. Do składu wrócił Nunez, jednak jego obecność nie była w stanie zniwelować strat kadrowych.
𝐒𝐭𝐫𝐳𝐞𝐥𝐞𝐜𝐤𝐢 𝐤𝐨𝐧𝐜𝐞𝐫𝐭 𝐠𝐨ś𝐜𝐢 – 𝐭𝐫ó𝐣𝐤𝐢 𝐇𝐚𝐩𝐨𝐞𝐥𝐮 𝐣𝐚𝐤 𝐳 𝐭𝐚ś𝐦𝐲
Hapoel Jerusalem zdominował spotkanie w każdym aspekcie gry, a największą różnicę zrobiła skuteczność rzutów z dystansu. Goście trafili aż 16 rzutów za trzy punkty przy 29 próbach, seryjnie „zbierając trójki”, jakby kosz był dla nich celem większym niż standardowa obręcz. Dla porównania Śląsk oddał 26 rzutów zza łuku, z których tylko 7 znalazło drogę do kosza. Tak duża dysproporcja w skuteczności sprawiła, że mecz bardzo szybko wymknął się gospodarzom spod kontroli.
𝐙𝐚𝐰𝐨𝐝𝐧𝐢𝐜𝐲, 𝐤𝐭ó𝐫𝐳𝐲 𝐧𝐢𝐞 𝐮𝐝ź𝐰𝐢𝐠𝐧ę𝐥𝐢 𝐜𝐢ęż𝐚𝐫𝐮 𝐦𝐞𝐜𝐳𝐮
W grze wrocławian brakowało płynności, spokoju i zespołowości. Issuf Sanon często grał zbyt indywidualnie – gdy dostawał piłkę, ruszał sam na kosz, nie dostrzegając lepiej ustawionych kolegów. Wiele takich akcji kończyło się stratami lub trudnymi, niecelnymi rzutami.
Słabe spotkanie rozegrał Jared Coleman-Jones, który w wielu fragmentach meczu nie potrafił odnaleźć swojego miejsca na parkiecie i nie dawał zespołowi oczekiwanego wsparcia. Słabszy występ zanotował także zazwyczaj bardzo solidny Jakub Urbaniak. Choć jak zawsze zostawił serce na boisku i walczył do końca, tym razem nie był to mecz, który mógłby zapisać po swojej stronie jako udany.
𝐉𝐚𝐬𝐧𝐞 𝐩𝐮𝐧𝐤𝐭𝐲 𝐦𝐢𝐦𝐨 𝐰𝐲𝐬𝐨𝐤𝐢𝐞𝐣 𝐩𝐨𝐫𝐚ż𝐤𝐢 – 𝐍𝐢𝐳𝐢𝐨ł, 𝐏𝐞𝐧𝐚𝐯𝐚, 𝐆𝐫𝐚𝐲 𝐢 𝐒𝐭𝐞𝐫𝐧𝐢𝐜𝐤𝐢
Na tle wysokiej porażki można jednak wskazać kilka pozytywów po stronie Śląska. Dobrze zaprezentowali się Jakub Nizioł, Ajdin Penava oraz Kadre Gray, którzy próbowali brać odpowiedzialność za grę zespołu. Jasną stroną był również młody Tymoteusz Sternicki. Zbierający doświadczenie zawodnik otrzymał aż 17 minut gry i zaprezentował się z ambitnej, walecznej strony, nie bojąc się rywalizacji z dużo bardziej doświadczonym przeciwnikiem.
𝐓𝐚𝐛𝐞𝐥𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐤ł𝐚𝐦𝐢𝐞 – 𝐥𝐢𝐝𝐞𝐫 𝐳 𝐉𝐞𝐫𝐨𝐳𝐨𝐥𝐢𝐦𝐲, Ś𝐥ą𝐬𝐤 𝐩𝐨𝐝 ś𝐜𝐢𝐚𝐧ą
Wynik meczu tylko potwierdził układ sił w tabeli EuroCup. Hapoel Jerusalem udowodnił, dlaczego jest liderem rozgrywek, prezentując koszykówkę na bardzo wysokim poziomie przez pełne 40 minut. Śląsk natomiast, zajmując przedostatnie miejsce, znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji, jeśli chodzi o realne myślenie o awansie do kolejnej rundy.
𝐏𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐰𝐳𝐦𝐨𝐜𝐧𝐢𝐞ń – 𝐝𝐫𝐮𝐠𝐢 𝐫𝐨𝐳𝐠𝐫𝐲𝐰𝐚𝐣ą𝐜𝐲 𝐤𝐨𝐧𝐢𝐞𝐜𝐳𝐧𝐨ś𝐜𝐢ą
Przy napiętym terminarzu i ograniczonej rotacji coraz wyraźniej widać, że Śląsk potrzebuje wzmocnień. Nowy rozgrywający, który razem z Kadre Grayem mógłby zrobić różnicę i uporządkować grę ofensywną, wydaje się niezbędny. Jeśli wrocławski klub chce realnie myśleć nie tylko o poprawie gry w Europie, ale także o walce o mistrzostwo Polski, taki transfer może okazać się kluczowy. Mecz z Hapoelem Jerusalem dobitnie pokazał, że obecna ławka rezerwowych „krzyczy” o wsparcie.
Paweł Skuza
Mateusz Wychodzki
#ORLENBasketLiga#orlenbasketliga#basket#baskets#basketball#slaskwroclaw#HejSlask#koszykowka#EuroCup#Jerusalem𝐋𝐢𝐝𝐞𝐫 𝐛𝐞𝐳 𝐥𝐢𝐭𝐨ś𝐜𝐢. 𝐇𝐚𝐩𝐨𝐞𝐥 𝐉𝐞𝐫𝐮𝐬𝐚𝐥𝐞𝐦 𝐫𝐨𝐳𝐛𝐢ł Ś𝐥ą𝐬𝐤 𝐖𝐫𝐨𝐜ł𝐚𝐰!
𝐁𝐨𝐥𝐞𝐬𝐧𝐚 𝐩𝐢ą𝐭𝐚 𝐩𝐨𝐫𝐚ż𝐤𝐚 𝐖𝐫𝐨𝐜ł𝐚𝐰𝐢𝐚𝐧 𝐳 𝐫𝐳ę𝐝𝐮
Środowy wieczór w Hali Orbita przyniósł kibicom Śląska kolejne trudne doświadczenie w rozgrywkach EuroCup. W meczu 13. kolejki Wrocławianie ulegli liderowi tabeli, Hapoelowi Jerusalem, aż 72:115. Była to już piąta porażka z rzędu zespołu z miasta stu mostów w europejskich rozgrywkach, która znacząco komplikuje jego sytuację w walce o awans do dalszej fazy turnieju. Śląsk zajmuje obecnie przedostatnie miejsce w tabeli, podczas gdy zespół z Jerozolimy pewnie przewodzi stawce.
𝐎𝐬ł𝐚𝐛𝐢𝐨𝐧𝐲 Ś𝐥ą𝐬𝐤 – 𝐛𝐫𝐚𝐤 𝐃𝐣𝐨𝐫𝐝𝐣𝐞𝐯𝐢𝐜𝐢𝐚 𝐢 𝐊𝐢𝐫𝐤𝐰𝐨𝐨𝐝𝐚 𝐤𝐥𝐮𝐜𝐳𝐨𝐰𝐲
Już przed rozpoczęciem spotkania było jasne, że zadanie gospodarzy będzie wyjątkowo trudne. Śląsk przystąpił do meczu bez dwóch swoich kluczowych zawodników: Stefana Djordjevicia, lidera pod koszem, oraz Noaha Kirkwooda, który odpowiada za intensywność i organizację gry na całym boisku. Obaj koszykarze byli poobijani po bardzo fizycznym meczu z Zastalem Zielona Góra. Ich nieobecność była ogromnym osłabieniem dla zespołu, szczególnie w starciu z tak silnym rywalem. Do składu wrócił Nunez, jednak jego obecność nie była w stanie zniwelować strat kadrowych.
𝐒𝐭𝐫𝐳𝐞𝐥𝐞𝐜𝐤𝐢 𝐤𝐨𝐧𝐜𝐞𝐫𝐭 𝐠𝐨ś𝐜𝐢 – 𝐭𝐫ó𝐣𝐤𝐢 𝐇𝐚𝐩𝐨𝐞𝐥𝐮 𝐣𝐚𝐤 𝐳 𝐭𝐚ś𝐦𝐲
Hapoel Jerusalem zdominował spotkanie w każdym aspekcie gry, a największą różnicę zrobiła skuteczność rzutów z dystansu. Goście trafili aż 16 rzutów za trzy punkty przy 29 próbach, seryjnie „zbierając trójki”, jakby kosz był dla nich celem większym niż standardowa obręcz. Dla porównania Śląsk oddał 26 rzutów zza łuku, z których tylko 7 znalazło drogę do kosza. Tak duża dysproporcja w skuteczności sprawiła, że mecz bardzo szybko wymknął się gospodarzom spod kontroli.
𝐙𝐚𝐰𝐨𝐝𝐧𝐢𝐜𝐲, 𝐤𝐭ó𝐫𝐳𝐲 𝐧𝐢𝐞 𝐮𝐝ź𝐰𝐢𝐠𝐧ę𝐥𝐢 𝐜𝐢ęż𝐚𝐫𝐮 𝐦𝐞𝐜𝐳𝐮
W grze wrocławian brakowało płynności, spokoju i zespołowości. Issuf Sanon często grał zbyt indywidualnie – gdy dostawał piłkę, ruszał sam na kosz, nie dostrzegając lepiej ustawionych kolegów. Wiele takich akcji kończyło się stratami lub trudnymi, niecelnymi rzutami.
Słabe spotkanie rozegrał Jared Coleman-Jones, który w wielu fragmentach meczu nie potrafił odnaleźć swojego miejsca na parkiecie i nie dawał zespołowi oczekiwanego wsparcia. Słabszy występ zanotował także zazwyczaj bardzo solidny Jakub Urbaniak. Choć jak zawsze zostawił serce na boisku i walczył do końca, tym razem nie był to mecz, który mógłby zapisać po swojej stronie jako udany.
𝐉𝐚𝐬𝐧𝐞 𝐩𝐮𝐧𝐤𝐭𝐲 𝐦𝐢𝐦𝐨 𝐰𝐲𝐬𝐨𝐤𝐢𝐞𝐣 𝐩𝐨𝐫𝐚ż𝐤𝐢 – 𝐍𝐢𝐳𝐢𝐨ł, 𝐏𝐞𝐧𝐚𝐯𝐚, 𝐆𝐫𝐚𝐲 𝐢 𝐒𝐭𝐞𝐫𝐧𝐢𝐜𝐤𝐢
Na tle wysokiej porażki można jednak wskazać kilka pozytywów po stronie Śląska. Dobrze zaprezentowali się Jakub Nizioł, Ajdin Penava oraz Kadre Gray, którzy próbowali brać odpowiedzialność za grę zespołu. Jasną stroną był również młody Tymoteusz Sternicki. Zbierający doświadczenie zawodnik otrzymał aż 17 minut gry i zaprezentował się z ambitnej, walecznej strony, nie bojąc się rywalizacji z dużo bardziej doświadczonym przeciwnikiem.
𝐓𝐚𝐛𝐞𝐥𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐤ł𝐚𝐦𝐢𝐞 – 𝐥𝐢𝐝𝐞𝐫 𝐳 𝐉𝐞𝐫𝐨𝐳𝐨𝐥𝐢𝐦𝐲, Ś𝐥ą𝐬𝐤 𝐩𝐨𝐝 ś𝐜𝐢𝐚𝐧ą
Wynik meczu tylko potwierdził układ sił w tabeli EuroCup. Hapoel Jerusalem udowodnił, dlaczego jest liderem rozgrywek, prezentując koszykówkę na bardzo wysokim poziomie przez pełne 40 minut. Śląsk natomiast, zajmując przedostatnie miejsce, znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji, jeśli chodzi o realne myślenie o awansie do kolejnej rundy.
𝐏𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐰𝐳𝐦𝐨𝐜𝐧𝐢𝐞ń – 𝐝𝐫𝐮𝐠𝐢 𝐫𝐨𝐳𝐠𝐫𝐲𝐰𝐚𝐣ą𝐜𝐲 𝐤𝐨𝐧𝐢𝐞𝐜𝐳𝐧𝐨ś𝐜𝐢ą
Przy napiętym terminarzu i ograniczonej rotacji coraz wyraźniej widać, że Śląsk potrzebuje wzmocnień. Nowy rozgrywający, który razem z Kadre Grayem mógłby zrobić różnicę i uporządkować grę ofensywną, wydaje się niezbędny. Jeśli wrocławski klub chce realnie myśleć nie tylko o poprawie gry w Europie, ale także o walce o mistrzostwo Polski, taki transfer może okazać się kluczowy. Mecz z Hapoelem Jerusalem dobitnie pokazał, że obecna ławka rezerwowych „krzyczy” o wsparcie.
Paweł Skuza
Mateusz Wychodzki
