Nadia Reguła – wokalistka, pianistka, dziennikarka – zapraszamy na wywiad!
Jakub Wojtowicz: W tamtym roku wydałaś swoją pierwszą płytę „At Least I Tried”. Co premiera pierwszej płyty zmienia w życiu artysty?
Nadia Reguła: Moim zdaniem, to nie tyle premiera pierwszej płyty coś naprawdę zmienia, tylko premiera pierwszej piosenki – tej oficjalnej w serwisach streamingowych. Wtedy jestem już zupełnie inaczej postrzegana przez muzyków i inne osoby z branży. Dopóki nie miałam żadnych wydanych piosenek na oficjalnych kanałach, nawet jak były już jakieś nagrania z konkursów, to kiedy komuś proponowałam współpracę, nie byłam traktowana poważnie. Do tamtej pory prawie nikt nie decydował się na pracę ze mną, ponieważ nie wiedział, na co mnie stać. Natomiast, kiedy opublikowałam pierwszy singiel i zaczęłam potem publikować kolejne piosenki, więcej ludzi faktycznie decydowało się na pracę przy różnych projektach.
JW: A który to był utwór?
NR: „Moon Face” – wydany został jeszcze w 2023 roku.
JW: I to był ten utwór, który zaprezentowałaś na przykład podczas Ogólnopolskiego Konkursu Piosenki Autorskiej AMA we Wrocławiu…
NR: Tak.
JW: Skoro pojawił się temat twoich współpracowników, to opowiedz o nich. Z jakich muzycznych środowisk się wywodzą?
NR: Nawiązałam kontakt na przykład z łódzkim twórcą zajmującym się muzyką elektroniczną. Potrzebowałam bitów na utwór „On My Own”. Jest nim Adam Wacławski, który działa pod pseudonimem Razorpoint. To była taka współpraca na etapie produkcyjnym. Potem jeszcze pracował przy moich piosenkach, na przykład przy „Fabulous” oraz robił remiksy także innych utworów. Nawiązaliśmy taką fajną więź, dlatego że on miał trochę więcej doświadczenia w produkcji i też trochę większą bazę sampli. Moje domówki poglądowe potrafił przerobić na naprawdę profesjonalne bity. Poza tym, raczej piszę i komponuję sama. Była współpraca jeszcze z kilkoma producentami, którzy głównie to miksowali. Uznałam, że na etapie pierwszego albumu nie ma co robić tak zupełnie wszystkiego samej. Zajęłoby to bardzo dużo czasu. Zanim bym się nauczyła miksować, to minęłyby kolejne lata. Jeśli chodzi o współprace poza moim albumem, to pisałam też dla innych artystów czy jakichś firm. Robiłam oprawy muzyczne przy okazji niektórych konferencji. To był na przykład TEDx Uniwersytetu Łódzkiego. Był to dla mnie znak, że ktoś mnie zauważył i zaproponował mi stworzenie muzyki dla wydarzenia. Zakładam, że do tego by nie doszło, gdyby mojej muzyki nie było już w przestrzeni internetowej.
JW: No tak, to dużo ułatwia. To ja tylko tak nawiasem przypomnę naszym czytelnikom, że 22 maja w Toruniu Nadia wystąpi na TEDx-ie, a w czerwcu w Łodzi na Festiwalu New Gens Music. Już mi w zasadzie odpowiedziałaś na pytanie kto pisze i komponuje piosenki, ale w przypadku albumu „At Least I Tried” zrobiłaś wszystko sama, czy ktoś pomagał?
NR: Wszystko komponowałam i pisałam sama. Tak, jak mówiłam, pomoc miałam na etapie produkcji i aranżowania piosenek. Jeżeli chodzi o tę pierwszą piosenkę – „Moon Face”, to została napisana z zespołem, z którym wówczas grałam. To było z cztery lata temu. Tak więc, tam jest jakaś „cząstka” tamtych ludzi.
JW: Dlaczego zdecydowałaś się zatytułować album ”At Least I Tried”? Przecież to nie jest tytuł żadnej z piosenek z tego albumu…
NR: Tak, ale to jest tekst z piosenki „Moon Face”. W drugiej zwrotce pojawia się: „Though many times I do my best, I also fail, but at least I tried”. Czyli „chociaż bardzo często staram się jak najbardziej umiem, to i tak mi się nie udaje, ale przynajmniej próbowałam”. I ten tytuł jakoś tak „rezonował” ze mną. Tymi piosenkami też staram się nieść jakąś nadzieję dla moich słuchaczy. Piosenki zamieszczone na albumie bardzo często opowiadają o dążeniu do jakiegoś celu, sukcesu.
JW: Czyli, krótko mówiąc, przekaz twoich piosenek najczęściej dotyczy motywowania w trudnych sytuacjach?
NR: Tak. To też łączy się z przedostatnią piosenką – „Summer Nights”. Mówi o tym, że nawet jeżeli wszystko się straci, to nie należy się poddawać. Zawsze warto działać.
JW: Album jest osadzony w głównie takiej stylistyce bardziej „popowej”, ale można znaleźć bardziej rockowe utwory, na przykład „Forever Alive”. Skąd taka zmiana stylistyki w tym utworze?
NR: No tak, różnice wynikają z tego, że te piosenki nie były pisane konkretnie pod album. To jest pewien zbiór mojej twórczości jeszcze z czasów licealnych. To był okres, kiedy uczyłam się pisać piosenki. Powstało wtedy tego bardzo dużo, pisałam w różnych stylach. Chciałam popróbować i znaleźć to, co by mi najbardziej pasowało. No i z tych różnych piosenek udało mi się wybrać parę całkiem fajnych. Chciałam, żeby na albumie znalazły się utwory z różnych gatunków, dlatego umieściłam taką bardziej rockową. Ponadto, jest utwór bardziej w klimacie dance – „On my Own”, czy ballada tylko z pianinem. Kiedy kończyłam selekcję materiału na album, to wiedziałam, że znajdzie się na nim siedem piosenek. Ta liczba ma dla mnie głębsze znaczenie.
JW: Jesteś dość wszechstronną artystką, bo poza tym, że śpiewasz, grasz także na pianinie. Jesteś samoukiem czy masz wykształcenie muzyczne?
NR: Mam wykształcenie muzyczne, ale nie zdobyłam go w szkole państwowej, tylko w prywatnej – Yamaha Music School. Jest to sieć szkół muzycznych wywodząca się z Japonii. To przedsiębiorstwo, które produkuje motory, ale najpierw produkowali fortepiany. To program opracowany przez japońskich naukowców, w którym stawia się bardzo duży nacisk na tworzenie. Kiedy byłam jeszcze bardzo młoda, mieliśmy już takie zadania w podręcznikach, gdzie brakowało fragmentu melodii albo fragmentu akompaniamentu. Wtedy już uczyliśmy się tworzyć, dopasowywać dźwięki, żeby to miało ręce i nogi. Chodziłam do szkoły w Pabianicach przez jakieś 10–15 lat.
JW: No to rzeczywiście bardzo długo. A tylko na pianinie uczyłaś się tam grać, czy też na innych instrumentach też?
NR: Nie uczyłam się na innych instrumentach. Chodziłam też na zajęcia wokalne. W tej szkole mieliśmy własny zespół, więc zdarzało mi się kilka razy w tygodniu przyjeżdżać do szkoły muzycznej i obcować z muzyką. Natomiast, w przeciwieństwie do szkoły państwowej nie było tak, że na przykład miałam codziennie kilka zajęć z teorii harmonii, tylko zajęcia z pianina odbywały się na początku raz, potem dwa razy w tygodniu. Uczniowie, którzy mieli potrzebę dalszego rozwoju mogli dobierać sobie dodatkowe zajęcia, ale to nie było absolutnie obowiązkowe.
JW: A jaka była atmosfera w tej szkole? Bo rozmawiałem już z wieloma muzykami i raczej nie za dużo chcą mówić o czasach ich edukacji w szkole muzycznej. A jak Ty to wspominasz?
NR: Wspominam bardzo dobrze, dlatego że ta szkoła różni się od szkoły państwowej. Ja znałam też dużo osób, które uczęszczały do państwowej szkoły. Różnice są wyraźne. W szkole Yamaha nie ma ani ocen na bieżąco, nie ma listy obecności. Są zadania domowe i fajnie by było się z nich wywiązywać, ale nie ma jedynek, jak ktoś czegoś nie zrobi albo jak ktoś zrobi coś niepoprawnie. Wtedy po prostu poprawiamy. Co jakiś czas były tam egzaminy, powiedziałabym zewnętrzne, ale rzadko. To zdarzało się chyba rzadziej niż raz na rok. Polegały na tym, że po zaliczeniu pewnej części kursu przyjeżdżał nauczyciel z innej szkoły Yamaha i trzeba było zagrać jakiś utwór, zaśpiewać piosenkę. Natomiast, my tych egzaminów nie postrzegaliśmy nigdy w kategoriach testu czy sprawdzianu. Zawsze było nam mówione, że to jest po prostu swego rodzaju koncert, taki nasz mały występ i co jasne, do występu trzeba się przygotować. Ponadto, co roku odbywał się koncert wszystkich uczniów szkoły na jednej dużej sali koncertowej. To był tak naprawdę dla nas prawdziwy sprawdzian. Nie żadne zdawanie egzaminów, kartkówek, dyktand melodycznych i tak dalej…
JW: Wróćmy do płyty. Dużo utworów jest utrzymanych w takim spokojniejszym, balladowym klimacie. Skąd pomysł na takie utwory? Mówiłaś, że one już wcześniej powstawały. To był taki okres w twoim życiu, kiedy komponowałaś głównie tego typu piosenki?
NR: Myślę, że ja przede wszystkim staram się komponować utwory, które dobrze mi się śpiewa. A mój wokal jest taki bardziej jazzowy i w balladach dobrze się odnajduję.
JW: A jak wyglądał proces promocji tej płyty? Występujesz w różnych miejscach. Gdzie zazwyczaj koncertujesz?
NR: A to różnie. Zazwyczaj w swoim mieście rodzinnym – w Pabianicach oraz Łodzi i w Warszawie. Są to różne wydarzenia. Z takich cyklicznych to podałabym tylko WOŚP. Staram się występować tak często, jak mam możliwość i oczywiście już będąc dziewczynką jeździłam na konkursy wokalne. Jeździło się co kilka tygodni, ale ja szczerze tego nie lubiłam. Rodzice mi powtarzali, że to jest po to, żebym zaznajamiała się ze sceną, żebym przyzwyczaiła się do mikrofonu, a nie po to, żeby wygrywać. Ja nigdy nie lubiłam tego elementu rywalizacji, więc teraz już jestem w takim momencie, że raczej nie jeżdżę na konkursy. Wolę koncerty, festyny, festiwale. Czerpię z tego większą satysfakcję, mam więcej luzu, jest ciekawsza publiczność. Nie zależy mi, żeby śpiewać przed jury, ale bardziej przed ludźmi z branży, którzy mogą być potencjalnie moimi klientami, nawiązać współpracę, albo przed tymi, którzy chcą mnie słuchać.
JW: No tak, na YouTube jest parę teledysków do twoich utworów. Jak wygląda dzisiaj proces nagrywania klipu do utworu?
NR: Do tej pory zrealizowałam jeden pełnoprawny teledysk. Nagrałam go we współpracy z operatorem, który zobaczył mnie na jednym z koncertów. Powiedział, że dobrze prezentuję się przed kamerą. Cóż, mogę powiedzieć, że będąc niezależną artystką tworzenie teledysku natrafia na wiele przeszkód i jedną z nich są kwestie finansowe. Wtedy wszystko spoczywa na mojej głowie – nie mam stylistki, nikt mi nie doradza, jak się ubrać. Muszę sama wymyśleć scenariusz teledysku, zadzwonić w odpowiednie miejsca, żeby wynająć jakąś przestrzeń. Nie jest to najłatwiejsze. Na szczęście całkiem dobrze odnajduję się przy sprawach organizacyjnych. Teledysk nagraliśmy w jeszcze nieukończonym budynku. Goły beton, na piętrze rusztowania ścian, jeszcze nie zamurowane. Miejsce udało się „wynająć” dzięki uprzejmości właściciela. Zadzwoniłam, zgodził się i nie zażądał żadnych pieniędzy.
JW: Wspominałaś, że od dawna wspierasz (również jako artystka) WOŚP. Od jak dawna występujesz na finałach?
NR: Odkąd miałam 10 lat. Oczywiście, były jakieś przerwy. Nie z roku na rok. Natomiast, to nie tylko WOŚP, angażuję się także w inne akcje charytatywne.
JW: Poza muzyką jesteś również dziennikarką. Gdzie można znaleźć twoje artykuły?
NR: Aktualnie piszę dla dwumiesięcznika „Kraków Świat” i dla portalu New Media 24. „Kraków i Świat” to tematyka bardziej kulturalna, artystyczna i dłuższy format. Na New Media 24 poruszam bardziej kwestie stricte informacyjne, biznesowe, społeczne.
JW: Opowiedziałabyś coś więcej o tematyce, jaką poruszasz w New Media 24?
NR: W New Media 24 pracuję w newsroomie. Wpadają mi tam różne tematy bieżące.
JW: Przeglądałem niektóre twoje artykuły w dwumiesięczniku „Kraków i Świat”. Jak zauważyłem, piszesz tam dużo o historii kultury. Pisałaś na przykład ostatnio o powiązaniach Juliana Tuwima z Łodzią. Często poruszasz podobne tematy? Dawnej kultury, artystów?
NR: Akurat tematykę tej dawnej kultury tak. Tutaj w Krakowie jestem odpowiedzialna za tematykę łódzką. Możemy powiedzieć Kraków i Łódź. Tutaj, jak mówiłeś, był poeta, teraz niedawno wyszedł tekst o kompozytorze, który napisał muzykę do „Misia Uszatka”. Napisałam jeden tekst również o filmie. Natomiast, to wszystko jest powiązane z moim miastem, w którym aktualnie mieszkam. Julian Tuwim jest ciekawym przykładem. Był to łódzki poeta „zawłaszczony” przez Warszawę. Pisałam także recenzje. W wydaniu papierowym można znaleźć moją recenzję „Ziemi Obiecanej”. Akcja filmu dzieje się właśnie w Łodzi i tam też był kręcony. Często podkreślam moje pochodzenie i cieszę się, że promuję moją lokalną ojczyznę.
JW: Da się zauważyć, że nierzadko łódzcy artyści odnoszą się do Łodzi, także do tych rozpowszechnionych i przykrych stereotypów o swoim mieście. Na przykład łódzki zespół Coma kiedyś nagrał piosenkę pt. „Deszczowa piosenka”, gdzie ironicznie odnosił się do tych stereotypów.
NR: Zdecydowanie i w mojej muzyce to też się przenika. Co prawda, nie na moim albumie, ale w piosence „Would You Dare”. Została stworzona na potrzeby konferencji Toastmasters. Organizatorzy poprosili, żeby w tej piosence było nawiązanie do „Prząśniczki”. Jest ona nawiązaniem do utworu z epoki romantyzmu, ale stworzona w stylu współczesnego k-popu. Wzięłam ten motyw „Prząśniczki”, zapętliłam go, zagrałam trzy oktawy niżej na syntezatorze jako bas. Tak więc, to się przeplata także przez moją twórczość. Ostatnio też stworzyłam muzykę na potrzeby konferencji Effect Mice w Łodzi. Organizatorzy podobnie chcieli nawiązania do tego utworu. „Prząśniczka” to hymn Łodzi. Tak więc, coś w tym jest…
JW: Na koniec chciałbym Cię zapytać o twoje muzyczne plany.
NR: Na pewno cały czas planuję dzielić się swoją twórczością. Przymierzam się do tego, żeby zacząć tworzyć w języku polskim. W przeszłości już to robiłam, ale nie ma tego na już opublikowanym materiale. Chciałabym tworzyć po polsku, żeby być bliżej lokalnej społeczności.
Rozmawiał Jakub Wojtowicz
