Skandynawska magia, wokalny geniusz – czyli po prostu Eivør!
Jesteśmy po koncercie Eivør w poznańskim klubie Tama. Kolejny pokaz magii i wokalnego geniuszu.
Eivør posiada naprawdę doskonałą technikę wokalną. Farerska wokalistka była niemal bezbłędna. Na koncercie na tyle wiernie odtworzyła pierwsze utwory, że przez chwilę można by było pomyśleć, że to playback. Dopiero później, kiedy zaczęła ucinać końcówki, inaczej akcentować niektóre głoski, byłem na 100% pewien, że na pewno śpiewa na żywo.
Eivør dzięki swoim kompozycjom, technice śpiewu, doświadczeniu i charyzmie znakomicie prowadzi emocje publiczności. Umiejętnie buduje napięcie i prowadzi słuchaczy od intymnych momentów do najbardziej żywiołowych fragmentów koncertu. Z jednej strony powala na kolana utworami jak: „Lívstræðrir”, „Hymn 49”, żeby po chwili wezwać nas do boju utworem „The Last Kingdom”, czy zachęcić do wspólnego śpiewania wykonując „Í Tokuni”. Wisienką na torcie jest utwór „Falling Free”. Piosenka, która po prostu wgniata w fotel. Wszystko dzięki emocjonalnemu przekazowi, niesamowitej skali i kontroli wokalu w wykonaniu Eivør.
Na atmosferę koncertu składają się także instrumentaliści towarzyszący Eivør. Bardzo mnie cieszy, że muzycy doskonale wiedzą, jak wykorzystać muzykę elektroniczną. Praktycznie nie zdarzało się, żeby DJ zagłuszał klawiszowca, czy perkusistę. Każdy wie, po co tam jest. Właśnie utwór „Upp Úr Øskuni” to jeden z tych przykładów najmądrzejszego połączenia elektroniki z folkiem. Z jednej strony jest surowość, za którą odpowiada wokal i syntezatory, z drugiej masa przestrzeni, której właśnie dodaje elektronika. Pod względem produkcyjnym prawdziwe arcydzieło.
Wiele osób, z którymi rozmawiałem, wspominało, że trafiło na Eivør zupełnie przypadkiem. Od razu się zakochiwali.
Nie można zapomnieć o otwartości Eivør. Z jej ust zawsze wypływa ogrom szacunku do publiczności. Wiele razy mówiła o tym, jak bardzo lubi występować w Polsce. Wspominała, że to była jej czwarta wizyta w Poznaniu. Po koncercie jak zawsze wyszła do fanów, rozmawiała, rozdawała autografy. To wszystko sprawia, że cieszy się ogromnym szacunkiem. Na jej koncertach przedział wiekowy jest bardzo szeroki. Od nastolatków, po starsze pokolenie. Od fanów popu, po metali. Mało który artysta tak łączy ludzi z na co dzień zupełnie różnych światów. Koncert został wyprzedany.
W październiku artystka wyda nowy album – „Tungl”. Na koncercie nie zabrakło kompozycji z nadchodzącej płyty. Jesteśmy już po premierze dwóch utworów.
Zachęcamy do przesłuchania!
Na koniec wspomnę o supporcie. Przed Eivør wystąpiła Aoi Yuna. W dobie internetu niestety spotkałem się z chaosem informacyjnym. Przed koncertem zdążyła już zostać japońską wokalistką, malezyjską, a nawet azjatycką aktorką… Kiedy wyszła na scenę, najpierw zauważyłem, że to nie Azjatka, kiedy zaczęła śpiewać po polsku byłem pewien, że to wokalistka i instrumentalistka z naszego podwórka. Artystka gra na lirze korbowej. To rzadki i niszowy już dzisiaj instrument. Bardzo melodyjny. Przez cały występ byliśmy tylko my i ona. Aoi Yuna dysponuje naprawdę niesamowitą skalą, doskonałą dykcją i wspaniałą dynamiką. Czysta intonacja, bardzo przyjemna dla ucha barwa wokalna. Śpiewa po polsku z wyraźnym folkowym akcentem. Czasem sięga również po powszechny dziś angielski, co może jej pomóc w dotarciu do szerszej publiczności. Znakomicie wprowadziła nas w ten magiczny folkowy nastrój.
Dziękujemy fource.pl za organizację tego wspaniałego koncertu.
Ogłoszenie!
Uspokajamy tych, którzy wczoraj nie dotarli. Eivør ponownie odwiedzi Polskę już w przyszłym roku. Zaprezentuje się 21 marca w warszawskiej Progresji.
Serdecznie zapraszamy!
To taka artystka, którą trzeba zobaczyć choć raz w życiu.
Jakub Wojtowicz
