Sport

𝗠𝗶ł𝗼ść 𝗻𝗮 𝘁𝗿𝘆𝗯𝘂𝗻𝗮𝗰𝗵, 𝗿𝗼𝘇𝘄ó𝗱 𝗻𝗮 𝗺𝘂𝗿𝗮𝘄𝗶𝗲. 𝗠𝗶𝗲𝗱ź 𝗟𝗲𝗴𝗻𝗶𝗰𝗮 – Ś𝗹ą𝘀𝗸 𝗪𝗿𝗼𝗰ł𝗮𝘄 𝟯:𝟭

Walentynkowy wieczór w Legnicy miał wszystko: miłość, emocje i dramat — tyle że uczucia zostały na trybunach, a na boisku rozpoczęła się piłkarska separacja. Stadion im. Orła Białego wypełnił się kibicami obu drużyn, którzy licznie przybyli celebrować wieloletnią zgodę między fanami Miedzi Legnica i Śląska Wrocław. Wspólne śpiewy, wspólne sektory i atmosfera bardziej przypominały festiwal przyjaźni niż ligowy mecz o punkty.

𝗗𝗼𝗺𝗶𝗻𝗮𝗰𝗷𝗮, 𝗸𝘁ó𝗿𝗮 𝗻𝗶𝗰 𝗻𝗶𝗲 𝗱𝗮ł𝗮

Pierwsze 18 minut należało do Śląska. Goście grali odważnie, naciskali i stwarzali zagrożenie pod bramką Miedzi. Piłka krążyła, sytuacje się pojawiały, a gospodarze… jakby dopiero rozpakowywali walentynkowe prezenty.

I wtedy — bum.

𝗗𝘄𝗮 𝗰𝗶𝗼𝘀𝘆 𝘄 𝗽𝗶ęć 𝗺𝗶𝗻𝘂𝘁

W 18. minucie, po okresie ciszy ze strony gospodarzy, Daniel Stanclik wykorzystał jedną z pierwszych okazji i otworzył wynik. Nim Śląsk zdążył się otrząsnąć z szoku, już w 23. minucie Zvonimir Petrović dołożył drugie trafienie. Obrona Wrocławian wyglądała przy tym jak para, która właśnie odkryła, że zapomniała o rocznicy — chaos, panika i zero komunikacji.

𝟮:𝟬 – 𝘄𝘆𝗻𝗶𝗸 𝗻𝗮𝗷𝗯𝗮𝗿𝗱𝘇𝗶𝗲𝗷 𝘇𝗱𝗿𝗮𝗱𝗹𝗶𝘄𝘆

Jak mawiał klasyk polskiej ławki trenerskiej: 2:0 to najbardziej niebezpieczny wynik. Ostatnio przekonała się o tym Polonia Bytom w meczu z ŁKS-em Łódź, gdy prowadziła 2:0, by przegrać 2:3. Śląsk liczył, że historia się powtórzy i pod koniec pierwszej połowy złapał kontakt.

Najpierw gol nieuznany za spalonego (westchnienie zawodu przeszło przez trybuny), a chwilę później rzut karny. Przemysław Banaszak nie pomylił się z jedenastu metrów i do przerwy było 2:1.

𝗗𝗿𝘂𝗴𝗮 𝗽𝗼ł𝗼𝘄𝗮 – 𝘄𝗮𝗹𝗸𝗮 𝘇𝗮𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁 𝗳𝗮𝗷𝗲𝗿𝘄𝗲𝗿𝗸ó𝘄

Po zmianie stron tempo spadło. Gra przeniosła się głównie do środka pola, a Śląsk próbował rozciągać akcje z jednej flanki na drugą. Problem w tym, że większość dośrodkowań była tak niedokładna, jak walentynkowe wierszyki pisane na szybko pięć minut przed randką.

𝗞𝘄𝗶𝗲𝗰𝗶𝗲ń 𝘄 𝗹𝘂𝘁𝘆𝗺

Gdy Śląsk jeszcze tlił nadzieję na zdobycie ligowych punktów, w końcówce spotkania nadszedł moment definitywnego rozstrzygnięcia. Bartosz Kwiecień zdobył trzecią bramkę dla Miedzi. Tak — Kwiecień strzelił gola w lutym. Meteorolodzy zaskoczeni, obrona Śląska jeszcze bardziej.

3:1 i było po wszystkim.

𝗗𝗼𝗹𝗻𝘆 Ś𝗹ą𝘀𝗸 ś𝘄𝗶ę𝘁𝘂𝗷𝗲 𝘀𝗽𝗼𝗿𝘁𝗼𝘄𝗼

Co ciekawe, tego samego dnia sportowy Dolny Śląsk żył nie tylko piłką. W tle dwóch meczów region świętował kolejny medal olimpijski młodego skoczka Kacpra Tomasiaka, który dołożył następny krążek do kolekcji na zimowych igrzyskach. Jedni latali na skoczni, inni strzelali gole.

𝗣𝗼𝗱𝘀𝘂𝗺𝗼𝘄𝗮𝗻𝗶𝗲 𝗿𝗮𝗻𝗱𝗸𝗶

frekwencja: znakomita

atmosfera: przyjacielska

– obrona Śląska: do poprawki –

Na trybunach — miłość.

Na murawie — rozwód z punktami.

𝗣𝗮𝘄𝗲ł 𝗦𝗸𝘂𝘇𝗮

𝗙𝗼𝘁. 𝗣𝗮𝘄𝗲ł 𝗞𝗼ś𝗰𝗶ół𝗲𝗸

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *