„Jeszcze dobrze się trzymam. To jest zasługa botoksu, tylko i wyłącznie”.
No, nie wiem czy botoksu, czy profesjonalizmu i pasji do muzyki. Tak główny bohater wieczoru – wybitny wibrafonista Bernard Maseli mówił o sobie przed koncertem z zespołem „The Nomads”. Niejednokrotnie pokazywał też swoje umiejętności konferansjerskie oraz talent komiczny. Pomimo obchodzenia 40-lecia swojej kariery nie zwalnia tempa.
Zacznę jednak od pierwszego zespołu, który wystąpił na scenie Wrocławskiego Klubu Formaty podczas wydarzenia, które odbyło się dnia 15 marca 2026 – czyli Jazz Time.
Ale zanim…
Właśnie. O czym my w ogóle mówimy? ![]()
Czy to nowe wydarzenie we Wrocławskim Klubie Formaty?
Czy może dłuższa tradycja?
Zdecydowanie to drugie. Jazz Time jest imprezą organizowaną przynajmniej od 15 lat.
Podczas jednej z edycji wydarzenia gościem był niedawno przeze mnie wspominany legendarny polski pianista – Andrzej Jagodziński. Grał tydzień temu w Impart Centrum u boku Ewy Bem.
Wracając do pierwszego zespołu…
Zawitał do nas z niedaleka, bo z Wrocławia – zespół Sedno. Ich muzyka to mieszanka jazzu, techno, a także innych gatunków.
Od początku słychać było, że muzyka elektroniczna stanowi bardzo ważne ogniwo ich twórczości. Długi wstęp, aż nagle zaczyna grać pełny kwartet.
W składzie:
– Adam Bławicki – saksofon barytonowy, flet poprzeczny
– Filip Miguła – instrumenty klawiszowe
– Rafał Krzywosz – bas, syntezatory
– Dawid Opaliński – perkusja
Muzycy kwartetu świetnie się uzupełniają. Doskonale wszystko było słychać, nawet perkusję pomimo niekiedy „dudnienia” spowodowanego elektronicznym podkładem.
Widać, że to doskonali muzycy, którzy wiedzą, czego chcą. Umiejętnie łączą nowoczesność z muzyczną tradycją.
Jest jednak jeden mankament. W utworze „Józefa” trochę jednak przesadzili z elektroniką. Po dłuższym czasie słyszymy tylko podkład i saksofon, co z czasem może troszeczkę zmęczyć. Dodatkowo, w tle słyszymy nagrania jakichś wspomnień. Użycie elektroniki w tamtym miejscu spowodowało, że mało co zrozumiałem.
To jednak naprawdę solidny zespół i życzę mu jak najlepiej. Za jakiś czas ukaże się ich druga płyta, z której to odegrano niektóre utwory. Dwa lata temu został wydany ich debiut – „Sprawy”. Serdecznie polecam. Naprawdę dobry kwartet.
Wisienką na torcie był prawie dwugodzinny koncert zespołu z projektem „The Nomads” z Bernardem Maselim na czele.
Na początku mieliśmy całkiem długą przemowę i to nie byle jaką. Muzyk stwierdził jak bardzo „nienawidzi” Wrocławia: „Wrocław zniszczył mi życie bo mogłem mieć inny zawód np. być właścicielem dużego majątku”. Tak oto stwierdził nasz wojewódzki sąsiad (nawet za Gierka). Bernard pochodzi ze Strzelców Opolskich.
Rzeczywiście, to Wrocław był drugim po Katowicach (gdzie zdobył wykształcenie muzyczne) najważniejszym miejscem w karierze naszej „gwiazdy wieczoru”. Przełomem było zwycięstwo na festiwalu „Jazz nad Odrą” w 1985 roku. Tak więc, nie tylko publiczność miała ważny powód, żeby przyjechać na koncert…
Maseliemu towarzyszył wspaniały zespół:
– Rouhangeze – wokal
– Michał Kapczuk – bas
– Paweł Dobrowolski – perkusja
Rouhangeze to perfekcyjnie wyszkolona wokalistka. Może bardzo długo śpiewać na wysokim ciśnieniu bez żadnego zapowietrzenia, perfekcyjnie balansuje pomiędzy dołami i górami. Niesamowita skala głosu, barwa, te wszystkie improwizacje… Genialny jazzowy cover „We Will Rock You”.
Regularnie zdarzało się, że Bernard i Rouhangeze byli jedynymi aktorami na scenie. Jednak, basista i perkusista mieli swoje trzy grosze i bynajmniej nie zawsze byli tylko „sekcją rytmiczną”. W jednym z końcowych utworów perkusista wykonał krótką, ale i tak znakomitą solówkę i spuentował cały utwór. Miejsce na basową solówkę też się znalazło.
Bernard Maseli dysponuje wspaniałą dynamiką w grze na wibrafonie. Zna ten instrument, jak własną kieszeń. Niesamowite były dźwięki, jakie niekiedy uzyskiwał. W końcu, to także profesor i nie tylko od jazzu. Ma bardzo bogatą wiedzę muzyczną. Wspominał m.in. Phila Collinsa, Michaela Bublé. Szuka inspiracji w różnych muzycznych światach.
Choć rzeczywiście, wibrafon nie jest najpopularniejszym instrumentem jazzowym, to nie był to pierwszy raz kiedy spotykam się z nim na żywo. Równo miesiąc temu ten instrument zastąpił fortepian na koncercie stanowiącym hołd dla Chicka Corei. Był to koncert Krystyna Stańko Sextet. To wtedy przekonałem się, jakie możliwości daje ten instrument. Nadał on kompozycjom Chicka lekkości, ale też pewnego perkusyjnego charakteru.
Bernard Maseli to także jedna z ciekawszych i bardziej żywiołowych osób, jakie ostatnio spotkałem. Niezwykła osobowość. Liczę, że jeszcze się spotkamy.
Dziękujemy organizatorowi – Wrocławski Klub Formaty za ten wspaniały wieczór.
Więcej takich!
Jakub Wojtowicz

