Kultura

Eric Clapton! To on był wczoraj gościem polskich fanów!

Zacznijmy od występu supportu.

W tej roli wieloletni współpracownik Claptona – Andy Fairweather Low. No, co on grał… Mając prawie 80 lat taka energia i głos… To, co pokazał to była definicja supportu. Swoimi solówkami rozgrzał publikę do czerwoności. Już kiedy wyszedł na scenę i oznajmił, że mają 45 minut wiadomo było po co tam są. Tak energia go rozpierała, że aż prawie się wywalił… Oczywiście, nie zabrakło spokojniejszych, akustycznych utworów. Gitara, perkusja, kontrabas, dwa saksofony – tenorowy oraz barytonowy. To wszystko odpowiadało za wspaniałe brzmienie. Będę musiał przesłuchać jego dyskografię. Rzadko tak piszę przy supportach.

Jest i on!

Szczęście polskich fanów bynajmniej nie zakończyło się na informacji o planowanym koncercie i wyjściu muzycznej ikony na scenę. Od początku było widać, że Clapton jest w formie. Wszystko świetnie było słychać. Nie sposób było pomylić utworów. Nadal ma tę samą charakterystyczną barwę, energię w głosie, co najbardziej pokazał w „sekcji akustycznej”. Oczywiście, nie taką, jak kiedyś. W utworach „I Shot the Sheriff” czy „Tearing Us Apart” chórzystki bardziej mu pomagały. Mając 81 lat i będąc w trasie trzeba oszczędzać struny głosowe.

A jak brzmiał?

Największe na mnie wrażenie zrobił na początku przy utworze „Key to the Highway” oraz na końcu. Co tam oni grali… przy „Old Love”, „Little Queen of Spades” oraz oczywiście „Cocaine”. Masa improwizacji, szczególnie w wykonaniu klawiszowców.

Kto towarzyszył legendzie?

  • Jego wieloletni współpracownik – klawiszowiec Chris Stainton. Grają razem od 50 lat.
  • Prawdziwy muzyczny obieżyświat, obecny na 2000 albumów (serio) – basista Nathan East.
  • Niezawodny, odpowiedzialny za organy Hammonda – Tim Carmon. Jego improwizacje przy „Cocaine” przejdą do historii.
  • Doyle Bramhall II – gitarzysta i bardzo ważna postać w późniejszych latach kariery Claptona. Wnosi do zespołu kawał klasycznego, teksańskiego bluesowego klimatu.
  • Na perkusji – Sonny Emory. Bez niego te kultowe, często improwizowane solówki nie brzmiałyby tak nieziemsko.
  • W chórkach od dłuższego czasu z Erikiem – Shar Sharon White oraz Katie Kissoon.

Na koniec setlista. Świetnie dobrane utwory:

  • Klasyki z płyty nagranej z zespołem Dereck and the Dominos jak „Layla”, „Nobody knows you when you’re down and out”. To wtedy publiczność najbardziej śpiewała.
  • Covery – przede wszystkim Roberta Johnsona czyli klasyka bluesa i jednego z ojców późniejszego rocka. Mówiło się o nim jako o tym, który sprzedał duszę diabłu. Można powiedzieć, że to był pierwszy członek tzw. „Klubu 27”.
  • Obowiązkowe klasyki – „Tears in Heaven”, „Cocaine”, a także utwory z niedawno zremasterowanego albumu „Journeyman”.
  • utwory z albumu „Backless”. W kontekście relacji Anglika z Polską to bardzo ironiczne.

Zabrakło mi natomiast utworów z ostatniego albumu – „Meanwhile”, ale da się to usprawiedliwić. Po pierwsze, trasa nie była reklamowana jako projekt wokół nowej płyty, po drugie, Clapton ma taką już pozycję w branży, że trzeba mu pozwolić na dowolność w doborze kompozycji. On wie, co robi i nie musi nic udowadniać.

To były niezapomniane chwile!

Jakub Wojtowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *