Kultura

Spider – gitarzysta legendy death metalu o planach zespołu.

Jakub Wojtowicz: Dzisiaj spotykamy się przy okazji festiwalu Hell in the Shell w Sosnowcu. Wcześniej Metal Fest. Przede wszystkim nowe miejsce…

Spider: Tak, nowe miejsce i fajne miejsce. Właśnie dzisiaj, kiedy tutaj dojeżdżaliśmy mijaliśmy to centrum kultury, w którym graliśmy ze dwa lata temu w ramach tego festiwalu. Budynek ciekawy, ale pamiętam, że tam było mało miejsca dla fanów, żeby mogli popogować. Ta sala była zastawiona krzesłami. Wyglądało to bardziej jak kino lub teatr. Tutaj na szczęście jest go więcej i mam też nadzieję, że pogoda nam dzisiaj dopisze.

JW: No ale takie miejsce na festiwal metalowy… To niewątpliwie miało swój klimat (śmiech)…

Spider: (śmiech) No tak, powiem ci, że w tamtym centrum zdarzało się, że kiedy ludzie zaczęli szaleć pod sceną, to niekiedy wywracali się o te krzesła. A to nie były już czasy pandemii, że każdy musiał siedzieć na swoim miejscu. Koncert metalowy na siedząco? No co ty…

JW: No, ja też się zdziwiłem. Przechodząc do festiwalu. Gracie dziś z zespołami, które także zbudowały już swoją legendę. Frontside, Hate, Thy Disease. Zresztą nie pierwszy raz…

Spider: Tak. Z tymi zespołami już wiele razy dzieliliśmy scenę. Z Hate i z Thy Disease graliśmy już kilka tras, także zagranicznych. Mamy bardzo dużo z nimi wspomnień. Z Frontside też już graliśmy. To była bodajże trasa Blitzkrieg. Wszystkie te zespoły poruszają się w trochę innych rejonach, mają swój muzyczny charakter. Przede wszystkim to naprawdę spoko chłopaki.

JW: Z Frontside to pamiętam Waszą trasę na 40-lecie Vadera. Graliście razem podczas jej pierwszej części trzy lata temu. Towarzyszył Wam wtedy Dopelord.

Spider: Tak, tak. To był naprawdę wspaniały skład.

JW: Co więcej, jesteśmy w Sosnowcu. To stąd pochodzi zespół Frontside. Ogólnie, cała ta scena Śląska to jedna z kolebek polskiego metalu. Nawet teraz widzę u Ciebie na koszulce Romana Kostrzewskiego. Jedna z największych ikon tej sceny.

Spider: Przyznam, że nawet nie wiedziałem, że Frontside stąd pochodzi. A co do tej sceny, tak, ale rozdzielałbym scenę Śląską od Sosnowca, to jednak już Zagłębie.

JW: No tak, dzięki za przypomnienie. Administracyjnie niby to samo, historycznie jednak coś innego… Grasz w Vaderze od 2010 roku. Poza grą w zespole uczyłeś również gry na gitarze. Czy to do dziś trwa?

Spider: Oczywiście. Tak, jak przez lata, tak do teraz staram się przekazywać innym tę wiedzę, którą nabyłem. Bardzo lubię dzielić się swoim doświadczeniem. Sam po sobie wiem, jak to jest ważne. Kiedy sam zaczynałem grać na gitarze, to szukałem swojego nauczyciela i mentora. Chciałem nawet zapisać się do szkoły muzycznej. Jednak, zacząłem za późno i byłem już za stary na państwową szkołę muzyczną. W czasach mojej edukacji nie uczono jeszcze grać na gitarze z ukierunkowaniem w stronę metalu. Dlatego też zostałem samoukiem. Nauczyłem się tego wszystkiego przez lata swoich doświadczeń i zdecydowałem, że czas zacząć się tym dzielić.

JW: Jeszcze przed Vaderem łączyłeś to z pracą w salonie muzycznym…

Spider: Tak, trwało to dość długo. Jednak, kiedy dołączyłem do Vadera, to nie byłem w stanie tego połączyć. Musiałem pójść na całość. Koncertów jest dużo, trasy potrafią trwać ponad miesiąc i nie da się jednocześnie pracować. Nikt ci nie da tyle urlopu (śmiech).

JW: A właśnie. Ostatnimi czasy. Ile koncertów gracie w skali roku?

Spider: Myślę, że zaczyna się od stu. To zależy od wielu czynników. Taka średnia to 100-130. Dlatego też często muszę się głowić, jak to połączyć z moją działalnością edukacyjną. Jednak zespół Vader jest dość wymagający pod względem czasowym i logistycznym.

JW: No tak, gracie na całym świecie. Macie fanów w różnych rejonach świata. Takimi najbardziej egzotycznymi kierunkami w Waszej działalności wydają się kraje Ameryki Południowej i Japonia. Opowiedz o tym więcej.

Spider: Zacznę od tego, że zespół Vader ma bardzo dużą ilość fanów poza granicami Polski. Stąd też ta liczba koncertów. Za dwa tygodnie wyruszamy w trasę po Stanach. W ramach niej będziemy podróżować przez praktycznie trzy tygodnie. Takie przedsięwzięcie to tysiące kilometrów po amerykańskich drogach i ludzie tam na nas rzeczywiście czekają. A co do Ameryki Południowej. Do dziś jest to miejsce w znacznym stopniu nieodkryte. Jednak, to co mogę powiedzieć, to ludzie tam naprawdę przeżywają tę muzykę. Oni tam rzeczywiście szaleją. To dotyczy zarówno takich krajów, jak Meksyk, Ekwador czy Kolumbia. Nawiasem mówiąc, niedawno zagraliśmy po raz pierwszy w Paragwaju. To był trochę inny koncert. Taki bardziej kameralny. Jeszcze inny temat to wspomniana przez ciebie Azja. Japonia, Indonezja, Indie. Tam też jest bardzo dużo fanów metalu, mają tam swoje festiwale. Zdecydowanie jest gdzie grać…

JW: Wasze związki z Japonią to tym większy fenomen. Tam Wasze płyty są wydawane oryginalnie, a nie pozyskiwane z importu. Zajmowały tam wysokie miejsca na listach sprzedaży.

Spider: No tak, ale z tą oryginalnością bywa różnie. Rzeczywiście, oni mają tam swój rynek muzyczny. Wydania są oficjalne i często zawierają jakieś bonusy. Mnie szczerze jeszcze bardziej zaskakuje Meksyk. Tam znaczna część naszej twórczości jest „bootlegowana” (śmiech). Powiem ci, że niektóre te rzeczy są naprawdę świetnie zrobione. Kiedyś jak graliśmy tam na festiwalu wspólnie z Kreatorem. Zobaczyłem wtedy stoisko naszego zespołu i byłem zdumiony. Nigdy nie widziałem tylu naszych wzorów w jednym miejscu. Ja wtedy akurat nie miałem przy sobie peso, ale miałem oryginalne nasze kostki. Udało mi się wytargować taką piękną koszulę wyszywaną srebrnymi nićmi z logiem Vadera.

JW: Przejdźmy na chwilę do składu zespołu Vader. Po jubileuszowej trasie z okazji czterdziestki zespołu wrócił do zespołu Mauser. Wyszła z tego dłuższa współpraca i zaczął z Wami występować regularniej. Jak do tego doszło?

Spider: Wszystko zaczęło się nie tyle od trasy jubileuszowej, co pierwszego koncertu w jej ramach. Wtedy Peter zaproponował Mauserowi udział w kilku kolejnych. Maurycy zgodził się. Potem tak naturalnie się to potoczyło. Jednak, on nie gra z nami na wszystkich koncertach. Dojeżdża tylko wtedy, kiedy może.

JW: On zresztą mieszka w Anglii…

Spider: Tak, mieszka w Anglii, tam ma swoją pracę, poukładane życie. Wspominaliśmy już o łączeniu swojej pracy z grą w zespole. W jego sytuacji nie byłoby to możliwe. Jednak, fajnie, że co jakiś czas z nami gra. Fani go lubią. Mauser to przedstawiciel tej „poprzedniej ery” w historii zespołu. Gramy z nim często utwory z płyt „Black to the Blind” i „Litany”. To są te płyty, z którymi najbardziej jest kojarzony.

JW: Zapytam o Wasze najnowsze wydawnictwo – minialbum „Humanihility”. Znajdują się na nim trzy single. Jak on powstawał? Czy Mauser brał udział w sesjach nagraniowych?

Spider: Tak. Peter miał taki pomysł, żeby każdy z nas (z gitarzystów przyp. red.) przygotował po jednym utworze. To wydawnictwo zostało zarejestrowane w Anglii, więc Maurycemu też było łatwiej. Myślę, że to ciekawe rozwiązanie. Każdy mógł wtedy pokazać siebie. Miał swój własny, oryginalny pomysł.

JW: Wasz ostatni pełnoprawny album studyjny „Solitude in Madness” ukazał się w 2020 roku. Czy w najbliższym czasie spodziewać się nowego?

Spider: (śmiech) No tak, myślę że to już najwyższy czas. Kiedyś było tak, że zespół wydawał trochę więcej wydawnictw i w mniejszym odstępie czasu. Dużą przeszkodą była tutaj pandemia. Z jej powodu musieliśmy przesunąć promocję albumu. Potem pojawił się jubileusz 40-lecia i inne rocznice wydania naszych płyt. Wtedy na naszych koncertach skupiliśmy się na tych aspektach. Widać było, że naszym fanom świętowanie rocznic wydawania konkretnych albumów przypadło do gustu. To też było wyzwanie, ponieważ niektórych utworów nigdy wcześniej nie graliśmy. Oczywiście, te koncerty nie polegały na tym, że prezentowaliśmy materiał z całego wydawnictwa. Zawsze staramy się pokazać pewien przekrój. Wracając do nowego albumu. Mogę powiedzieć, że po trasie po Stanach i koncertach w Australii wchodzimy do studia i zaczynamy prace. Planujemy to na początek przyszłego roku. Myślę, że w przyszłym roku fani dostaną nowy album.

JW: Czyli na 2028 rok znowu jakaś huczna trasa z okazji 45-lecia i premiery albumu (śmiech)?

Spider: No tak, ja nie wiem jeszcze, jakie plany ma Peter (śmiech). No czasami tak jest, że te daty tak na siebie się nakładają. Im więcej powodów do grania trasy, tym lepiej…

JW: Na koniec jeszcze wrócę do „Solitude in Madness”. Paradoksalnie pomimo, że w trakcie pandemii graliście mniej, to ten album okazał się bardzo dużym sukcesem. W pierwszym tygodniu znalazł się na polskiej OLiS na drugim miejscu.

Spider: No tak, ale to na początku. Wtedy zainteresowanie zawsze jest duże.

JW: Ale jednak najwyższe notowanie w Waszej historii…

Spider: No tak, było to podkreślane. To była naprawdę udana płyta. Brzmieniowo był to pewien powiew świeżości. Ona została nagrana w Anglii, w Grindstone Studio. Wszystko działo się pod okiem Scotta Atkinsa – bardzo dobrego producenta i realizatora dźwięku. Wtedy był zupełnie inny vibe. Dotychczas nagrywaliśmy przeważnie w białostockim studiu Hertz (nagrywał tam np. Behemoth przyp. red.). Tutaj było trochę inaczej. Wyjazd do Anglii, inne warunki i sposób pracy. To miało kluczowe znaczenie dla brzmienia tych utworów.

Rozmawiał Jakub Wojtowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *