Sport

𝗥𝗮𝗻𝗱𝗸𝗮 𝗽𝗿𝘇𝘆 ś𝘄𝗶𝗲𝗰𝗮𝗰𝗵… 𝘇 𝗽𝗶ł𝗸ą

14 lutego w dzień zakochanych spotkanie Zagłębia Lubin z Rakowem Częstochowa zakończyło się bezbramkowym remisem. Starcie czwartej z szóstą drużyną tabeli zapowiadało się jak hit kolejki PKO BP Ekstraklasy — i pod względem emocji nie zawiodło, choć siatki bramek pozostały nietknięte.

Zagłębie przystępowało do meczu z jasnym celem: zatrzeć złe wrażenie po jedynej wpadce w swojej twierdzy— przegranej 0:2 z GKS Katowice. „Miedziowi” po znakomitej rundzie jesiennej chcieli udowodnić, że tamten występ był tylko wypadkiem przy pracy.

Spotkanie było też ważnym egzaminem dla nowego szkoleniowca Rakowa, Łukasza Tomczyka, który objął drużynę po odejściu Marka Papszuna. Tomczyk przychodził z Polonii Bytom jako trener z opinią cudotwórcy — awansował z nią do 1 ligi i jako beniaminek utrzymywał zespół w czołówce tabeli. Teraz musi udowodnić, że potrafi utrzymać wysoki poziom także w ekstraklasowych realiach.

Ironią losu jest fakt, że jego poprzednik prowadzi dziś Legię Warszawa, która przeżywa dramatyczną serię — 12 meczów bez zwycięstwa, co jest najdłuższą taką passą w lidze.

𝗪𝗮𝗹𝗲𝗻𝘁𝘆𝗻𝗸𝗼𝘄𝗮 𝘄𝘆𝗺𝗶𝗮𝗻𝗮 „𝗰𝘇𝘂ł𝗼ś𝗰𝗶”

Na trybunach panowała atmosfera… miłości. Kibice obu drużyn wymieniali się serdecznościami w stylu:

„Kochamy was najbardziej na świecie!”

„Jesteście najpiękniejsi… zwłaszcza gdy przegrywacie!”

Oczywiście ton tych romantycznych deklaracji był, delikatnie mówiąc, stadionowo-poetycki. Frekwencja była skromna, a i fanów gości nie przybyło wielu — wyglądało to bardziej na kameralną randkę niż wielkie piłkarskie wesele.

𝗢𝗯𝗹ęż𝗲𝗻𝗶𝗲 𝗯𝗲𝘇 𝗳𝗶𝗻𝗮ł𝘂

Jeśli ktoś miał wygrać, to raczej Raków. Goście z Częstochowy:

mieli wyraźnie większe posiadanie piłki,

oddali zdecydowanie więcej strzałów,

częściej gościli pod polem karnym rywala.

Brakowało precyzyjnego wykonania.

𝗠𝘂𝗿 𝘇 𝗟𝘂𝗯𝗶𝗻𝗮

Remis to w dużej mierze zasługa defensywy Zagłębia. Michał Nalepa dowodził linią obrony jak generał, a w bramce koncert zagrał Jaśmin Burić. Bośniak bronił wszystko — nogami, rękami, instynktem i doświadczeniem. Za swój występ został wybrany MVP meczu. Tego wieczoru był dla Zagłębia tym, kim Szczęsny bywał dla reprezentacji: ostatnią i najpewniejszą linią ratunku.

𝗣𝗼𝘄𝗿𝗼𝘁𝘆 𝗶 𝘇𝗻𝗮𝗷𝗼𝗺𝗲 𝘁𝘄𝗮𝗿𝘇𝗲

Po kontuzji do składu gospodarzy wrócił wychowanek Marcel Reguła, na którego kibice czekali z dużą nadzieją. Z kolei na ławce Rakowa zasiadł Leonardo Rocha — napastnik, który jesienią grał na wypożyczeniu właśnie w Lubinie i spisywał się tam bardzo dobrze. Klub chciał go wykupić, lecz nie dogadał się z Rakowem, więc Portugalczyk wrócił do Częstochowy.

𝗥𝗲𝗺𝗶𝘀 𝗷𝗮𝗸 𝗯𝘂𝗸𝗶𝗲𝘁 𝗿óż

Choć Raków miał więcej sytuacji, wynik 0:0 dla Zagłębia jest jak udana randka zakończona obietnicą kolejnego spotkania — może bez fajerwerków, ale z poczuciem dobrze wykonanej pracy. Defensywa gospodarzy zdała egzamin celująco, a kibice dostali widowisko pełne napięcia, walki i… stadionowej miłości.

𝗣𝗮𝘄𝗲ł 𝗦𝗸𝘂𝘇𝗮

𝗙𝗼𝘁. 𝗣𝗮𝘄𝗲ł 𝗞𝗼ś𝗰𝗶ół𝗲𝗸

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *