NewsSport

Wojskowe derby! Koszykarskie święto na pierwszy dzień wiosny

To miał być hit – i był. Mecz na szczycie tabeli PLK między Śląskiem Wrocław a Legią Warszawa dostarczył wszystkiego, co w koszykówce najpiękniejsze: emocji, dramaturgii, walki i wielkich indywidualnych popisów. Po poniedziałkowej porażce w Szczecinie Śląsk przyjechał do stolicy z jednym celem – pokazać swoją siłę i odbudować wizerunek drużyny gotowej do walki o najwyższe cele.

Wrocławianie wciąż muszą radzić sobie bez swojego podstawowego rozgrywającego Kadre Graya, którego brak jest wyraźnie odczuwalny w organizacji gry. Klub jednak nie próżnuje – do zespołu przymierzany jest 24-letni Amerykanin Kyrell Luc, który w tym sezonie zadebiutował w Europie na parkietach serbskich. Nowy rozgrywający ma pojawić się we Wrocławiu jeszcze w tym tygodniu.

Na trybunach pojawił się również wieloletni działacz Śląska – Grzegorz Schetyna, a przed pierwszym gwizdkiem kibice gospodarzy stworzyli magiczną atmosferę, odśpiewując „Sen o Warszawie” Czesława Niemena.

𝐏𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐚 𝐤𝐰𝐚𝐫𝐭𝐚 – 𝐃𝐣𝐨𝐫𝐝𝐣𝐞𝐯𝐢ć 𝐬𝐡𝐨𝐰 𝐢 𝐦𝐢𝐧𝐢𝐦𝐚𝐥𝐧𝐚 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐰𝐚𝐠𝐚 𝐋𝐞𝐠𝐢𝐢

Od początku było wiadomo, że to będzie wojskowa bitwa. Dwa kluby o podobnej tożsamości, ogromnej historii i ambicjach – starcie zapowiadało się elektryzująco. I takie było.

Pierwsza kwarta była niezwykle wyrównana, co najlepiej oddaje wynik – 25:24 dla Legii. Śląsk miał problemy w obronie i sporo strat, szukając jeszcze swojego rytmu. Jedno jednak było pewne – Stefan Djordjević robił absolutne show pod koszem! Był nie do zatrzymania, dominował fizycznie i punktował raz za razem.

Legia z kolei wyglądała lepiej w organizacji gry i skuteczniej rzucała zza łuku – w trójkach było 4:2 dla gospodarzy.

𝐃𝐫𝐮𝐠𝐚 𝐤𝐰𝐚𝐫𝐭𝐚 – 𝐤𝐨𝐬𝐳 𝐳𝐚 𝐤𝐨𝐬𝐳 𝐢 𝐦𝐚𝐠𝐢𝐚 𝐏𝐥𝐮𝐭𝐲

Druga odsłona to kontynuacja walki punkt za punkt. Żadna z drużyn nie była w stanie zbudować przewagi – tempo było wysokie, a emocje rosły z każdą akcją.

Momentem tej kwarty był rzut Andrzeja Pluty na jej zakończenie – trójka rzucona niemal z desperacji, po której sam zawodnik wyglądał na zaskoczonego, że piłka wpadła do kosza.

Śląsk zaczął lepiej bronić, poprawił skuteczność zza łuku – trafiał Noah Kirkwood, a Jakub Nizioł imponował energią, walecznością i wszechstronnością.

Do przerwy 48:46 dla Legii – minimalne prowadzenie, minimalna różnica, maksymalne emocje.

𝐊𝐨𝐬𝐳𝐲𝐤𝐚𝐫𝐬𝐤𝐚 𝐬𝐨𝐛𝐨𝐭𝐚 𝐩𝐞ł𝐧𝐚 𝐝𝐫𝐚𝐦𝐚𝐭ó𝐰

Pierwsza połowa była tylko przedsmakiem tego, co działo się tego dnia w PLK. Krosno pokonało Gliwice zaledwie jednym punktem, walcząc o utrzymanie, a Szczecin wygrał z Dzikami Warszawa różnicą zaledwie trzech punktów. Idealny pierwszy dzień wiosny dla fanów koszykówki.

𝐓𝐫𝐳𝐞𝐜𝐢𝐚 𝐤𝐰𝐚𝐫𝐭𝐚 – 𝐟𝐚𝐮𝐥 𝐳𝐚 𝐟𝐚𝐮𝐥𝐞𝐦 𝐢 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐛𝐮𝐝𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞 Ś𝐥ą𝐬𝐤𝐚

Początek trzeciej kwarty to problemy Legii – aż cztery faule w trzy minuty, a chwilę później już pięć przewinień, co wymusiło ogromną ostrożność w defensywie.

W pierwszej połowie tej kwarty Legii nie wpadały rzuty za trzy, ale w drugiej części zaczęła wracać skuteczność. Mimo to Śląsk złapał swój rytm.

Issuf Sanon świetnie prowadził grę pod nieobecność Graya, a na parkiecie najbardziej błyszczał Andrzej Pluta – absolutny lider Legii. Trafiał trójki nawet w sytuacjach, gdzie wydawało się to niemożliwe – kryty przez wyższych rywali, rzucał jak natchniony.

Śląsk jednak wygrał kwartę i wyszedł na prowadzenie – 70:72. Walka była coraz bardziej zacięta – drużyny „żarły się jak koguty w kurniku”.

𝐂𝐳𝐰𝐚𝐫𝐭𝐚 𝐤𝐰𝐚𝐫𝐭𝐚 – 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐞 𝐬𝐢ę𝐠𝐚𝐣ą 𝐳𝐞𝐧𝐢𝐭𝐮

Ostatnia kwarta była jak „Ostatnia niedziela” – dramatyczna, pełna napięcia i nieprzewidywalna. Punkt za punkt, akcja za akcję – żadna drużyna nie była w stanie odskoczyć na więcej niż cztery punkty.

Świetnie po obu stronach parkietu przez cały mecz prezentował się Błażej Kulikowski, który trafił trzy razy zza łuku.

To był wieczór Andrzeja Pluty. Lider Legii robił wszystko – rzucał, bronił, kreował, przejmował inicjatywę. Grał jak zawodnik z innego poziomu, jak joker rozdający karty.

Na 27 sekund przed końcem Legia prowadziła czterema punktami. Wszystko wskazywało na to, że to już koniec.

Ale wtedy…

Faul Carla Ponsara.

Rzuty osobiste kapitana Wrocławian.

Zbiórka. Rzut Sanona.

Jeszcze jedna zbiórka — Nizioł!

I… WYRÓWNANIE!

Który to już raz w tej kwarcie? Trudno zliczyć. Emocje sięgnęły zenitu!

94:94 – dogrywka!

𝐃𝐨𝐠𝐫𝐲𝐰𝐤𝐚 – Ś𝐥ą𝐬𝐤 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐣𝐦𝐮𝐣𝐞 𝐤𝐨𝐧𝐭𝐫𝐨𝐥ę

W dodatkowych pięciu minutach to Śląsk był drużyną lepszą. Spokojniejszy, bardziej konkretny, skuteczniejszy. Wrocławianie dowieźli zwycięstwo i odnieśli drugą wygraną w sezonie nad Legią – oraz drugą w Warszawie, po wcześniejszym thrillerze z Dzikami, rozstrzygniętym rzutem Kadre Graya.

𝐏𝐨𝐝𝐬𝐮𝐦𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞 – 𝐤𝐨𝐬𝐳𝐲𝐤𝐚𝐫𝐬𝐤𝐢𝐞 ś𝐰𝐢ę𝐭𝐨

To był mecz, który pokazał wszystko, co najlepsze w polskiej koszykówce. Świetne występy Sanona, Djordjevicia, Nizioła, Urbaniaka i Kulikowskiego (3 trójki). Cała drużyna Śląska zasłużyła na pochwały – może poza Williamsem, który wciąż szuka swojego miejsca w zespole.

Nie ważne kto wygrał – choć Śląsk ostatecznie triumfował – tego dnia wygrała koszykówka.

I jeśli tak ma wyglądać pierwszy dzień wiosny… to my chcemy więcej.

relacja – Paweł Skuza

foto – Andrzej Romański/PLK.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *