Cisza, gasną światła, sala w blasku świec…
Taki był początek wczorajszego koncertu „Wielcy nieobecni” zorganizowanego przez Everlight Concerts w Sali Koncertowej Radia Wrocław.
Wyszli muzycy prowadzeni przez charyzmatycznego prowadzącego. Gospodarz z jakże radiowym głosem, dykcją praktycznie nieustępującą Wodeckiemu oraz z dużym poczuciem humoru. Wyszedł na przekór wielu współczesnym artystom zachęcając do nagrywania i robienia zdjęć.
Wokalistkami ponownie Marzena Matyla i Monika Wiśniowska Basel. Gwiazdami byli tytułowi „Wielcy nieobecni” – artyści, których z nami już nie ma. Whitney Houston, Tina Turner, Zbigniew Wodecki, Kora, Stanisław Soyka, John Lennon. To niektórzy z „ponownie ożywionych” na scenie.
Występy solowe przeplatały się z duetami. W duecie wokalistki najlepiej wypadły w utworze „Tolerancja” Stanisława Soyki. Znakomite uchwycenie przekazu utworu, w wielu miejscach przypominało brzmienie oryginału. Ogromne wrażenie też zrobił zagrany na koniec cover „Let it Be”.
Indywidualnie nie zapomnę „Earth Song” Michaela Jacksona w wykonaniu Moniki. Oddając wcześniej hołd Jacksonowi jako jednemu z najważniejszych artystów w życiu nie żartowała. Nie odtworzyła tego 1:1. Zaproponowała własną interpretację. To nie był sztywno zaaranżowany koncert coverowy. Przy przekazie utworu, świece nabierają szczególnego symbolu. Najbliżej oryginału była chyba przy „Hero” (Mariah Carey).
Marzena Matyla przede wszystkim świetnie wykonała „Welcome to Burlesque” (Cher). To pewne odejście od tematyki koncertu. Cher na szczęście ciągle z nami jest. Znakomicie uchwycona głęboka, ciemna barwa głosu amerykańskiej legendy. Świetnie też zabrzmiało „The Show Must Go On”. To tutaj mogła na 100% pokazać naturalne możliwości swojego wysokiego wokalu. Symboliczne zapalenie
dla Freddiego.
Na scenie cały czas towarzyszyli im muzycy. Gitarzysta zagrał bardzo fajną solówkę przy „Earth Song”, klawiszowiec – Tomasz Basel wymiatał przy „I Wanna Be Loved by You” Marilyn Monroe. Ponadto, towarzyszyła sekcja smyczkowa. Jednak to Marzena i Monika stanowiły o sile wieczoru.
Niestety, były drobne problemy. Utwór „I Wanna Dance With Somebody” nie bardzo pasuje do stylistyki koncertu przy świecach. W trakcie refrenu trochę gorzej brzmiały. Wokal Moniki został nie-bosko nagłośniony przy „Boskie Buenos”. Obawiam się, że nie tylko część narodu w mojej postaci miała problem ze zrozumieniem słów.
To na szczęście tyle z wad. To drobiazgi przy koncercie trwającym zgodnie z zapowiedziami 80 minut plus pół godziny. Naprawdę godne upamiętnienie.
Jakub Wojtowicz

