Piąte. Nie zabijaj
Piłkarki Śląska Wrocław zostały zamordowane jak u Juliusza Słowackiego w „Balladynie”. Mamy zatem tytułową bohaterkę (miasto), która wbiła nóż w plecy Alinie (piłkarki) i Matkę (klubowych decydentów) czyli tę, co to niby kocha, ale opowiada się za oprawcą. Na końcu chór (kibiców). Niestety, niemy (jak zawsze, gdy nie chodzi o ich interesy).
Zawodniczki wydały dzisiaj desperackie oświadczenie, że nie chcą zakładać innych barw, niż te, w których się wychowały. I spoko. My to rozumiemy. Nie rozumiemy natomiast, jak w klubie, który otrzymuje milionowe dofinansowanie, można kogoś wyrzucić na ulicę. Jak bezdomnego. Na zasadzie, niech sobie radzi.
– Wiele z nas to wrocławianki i od lat kibicki Śląska. Gra w zielono-biało-czerwonych barwach była spełnieniem marzeń, a klub stał się dla nas czymś więcej niż miejscem pracy. Przez lata wierzyłyśmy, że zgodnie z hasłem – to jest NASZ klub – piszą piłkarki.
Mamy dla Was, dziewczyny, złą informację. Fatalnie trafiłyście. Tu nie ma miejsca dla Was. Liczy się tylko męska sekcja. I awans do ekstraklasy. Cała reszta to didaskalia (jak u Słowackiego w dramacie). A Wy?! No cóż… radźcie sobie same, przecież i tak przez całe życie musiałyście to robić.. Dziewczyny – jedna rada. Walczcie o swoją pasję.
A do władz mamy jedno przykazanie. Nie zabijajcie. Pasji. Miłości. Bo skończycie jak Balladyna.
PK

