Jarosław Jagielski: szkoła w Nadolicach Wielkich powstanie
Wybraliśmy się do Wójta Gminy Czernica, by porozmawiać o bieżących sprawach, ale udało się również poruszyć kilka tematów spoza lokalnego samorządu. Jak ocenia swoją dotychczasową pacę, czy współpraca z Powiatem Wrocławskim jest dobra, jakie inwestycje są dla niego priorytetowe i co sądzi o dwukadencyjności? M.in. na te pytania odpowiedział Jarosław Jagielski.
Sołtys, radny, wójt. Typowa droga samorządowca?
JAROSŁAW JAGIELSKI: – Czy typowa, to nie wiem, na pewno moja. Rzeczywiście zacząłem jako sołtys, potem byłem radnym i na bazie zdobytego doświadczenia postanowiłem wystartować w wyborach na wójta. Dziś pełnię tę funkcję z satysfakcją, ale i odpowiedzialnością. Poprzeczka jest zawieszona jednak wysoko.
Dlaczego?
– Bo pracuję 24 godziny na dobę. Nie mam chwili wytchnienia, ale nie mówię tego z pretensją, czy żalem. Ciągle coś się dzieje, nawet jak nic szczególnego w terenie, to w biurze. Zasypiam z głową pełną różnych trosk i wstaję z niemniejszym „bólem głowy”.
Sam pan tego chciał…
– Dokładnie, dlatego – jak wspomniałem – nie narzekam. Żyję od lat sprawami gminy, więc wspomniany „ból głowy” to taki pozytywny. Napędzający do działania. Od godz. 7 do 15 zajmuje się sprawami urzędowymi, a potem całą resztą. Telefon ciągle jest rozgrzany. Taka praca. Ale też pasja. Nie mam z tym problemu. Lubię zajmować się sprawami gminy.
To przejdźmy do konkretów. Co ze szkołą w Nadolicach Wielkich, bo narosło już wiele spekulacji, pojawiły się nawet głosy, że inwestycji nie będzie. To prawda?
– Dobrze, że padło to pytanie, bo mówię o tym publicznie od jakiegoś czasu, ale mam wrażenie, że ta informacja gdzieś przepada lub trafia zniekształcona do opinii publicznej. Szkoła powstanie. Po pierwsze dlatego, że musi powstać, a po drugie dlatego, że zbyt wiele już w tym kierunku zrobiliśmy. Pierwszy przetarg unieważniliśmy, ponieważ był po prostu za drogi, biorąc pod uwagę nasz budżet. Podstawą unieważnienia postępowania było prognozowane zwiększenie kosztów realizacji zamówienia do kwoty około 147 mln zł., a następnie konieczna do poniesienia kwota ok. 37 mln zł. w ramach kolejnego etapu inwestycji. Zakładamy, że kolejny będzie tańszy, ale co ważne, tak samo dobry i zdecydowanie bardziej dopasowany do zmieniającej się sytuacji demograficznej i społecznej naszej gminy, co jest dla mnie istotne…
Od godz. 7 do 15 zajmuje się sprawami urzędowymi, a potem całą resztą. Telefon ciągle jest rozgrzany.
Jak to możliwe…
– Będziemy realizować tę inwestycję w formule „zaprojektuj i wybuduj”, dokonaliśmy kilku modyfikacji, zdywersyfikowaliśmy wszystkie niezbędne koszty – co konkretnie? Pierwszy projekt zakładał budowę przedszkola na 200 dzieci, ale dziś wiemy, że miejsca dla przedszkolaków na ten moment są zabezpieczone, więc tę inwestycję możemy odłożyć w czasie i zająć się budową szkoły dla dzieci z klas 0-3. W dniu 24 marca zamieściliśmy nowe postepowanie przetargowe. Robimy wszystko, aby 1 września 2027 dzieci rozpoczęły naukę w tej placówce.
Czyli przedszkole też będzie, ale w późniejszym czasie?
– Tak. Nie chcemy popełnić błędu z Dobrzykowic, gdzie zamierzaliśmy rozbudować szkołę, ale okazało się, że infrastruktura towarzysząca nie jest możliwa do realizacji – przyłącza technologiczne są fatalnie usytuowane, co powoduje, że koszty są zbyt duże. Tutaj tego błędu nie popełnimy, na etapie budowy przygotujemy wszystko pod kolejne etapy.
Robimy wszystko, aby 1 września 2027 dzieci rozpoczęły naukę w nowej szkole w Nadolicach Wielkich.
Jakie są dla pana kolejne inwestycje na liście priorytetowych?
– Stacja uzdatniania wody. Mieszkańcy narzekają na deficyty w tym zakresie, a nowi często mają problemy z uzyskaniem zgody na przyłącza. Dlatego musimy zmodernizować i rozbudować stację w Nadolicach Wielkich. Ona dziś pracuje na sto procent, a musi pozyskiwać dwa razy więcej wody, niż dotychczas. Koszt? Blisko 20 milionów złotych. Dziś dobre porozumienie z MPWiK we Wrocławiu zabezpiecza nasze potrzeby, ale chcemy być samowystarczalni, choć i tak zamierzamy wspólnie z Wrocławiem wybudować rurociąg, który będzie podłączony do naszej rozdzielni, by tej wody nigdy nie zabrakło. Kolejna inwestycja to kanalizacja w Chrząstawie Małej, na którą czekamy wiele lat i na którą w końcu otrzymaliśmy dofinansowanie w kwocie ponad 13 milionów złotych. Jeszcze w tym roku otworzymy oczyszczalnię ścieków. To projekt realizowany w formule partnerstwa publiczno-prywatnego pomiędzy Gminą Czernica, ZGK Czernica i firmą SUEZ.
Powiat Wrocławski rozpoczął w Chrząstawie Małej modernizację drogi polegającą na budowie chodników, ale czy doczekamy się ich w całej miejscowości, czy tylko na odcinku do marketu Dino?
– Będą w całej miejscowości. Od ul. Borowej do restauracji Czarny Kur w Chrząstawie Małej inwestycję realizować będzie Powiat, a na dalszym odcinku w kierunku mostu już gmina, podpisując wcześniej odpowiednie porozumienie o warunkach współpracy w Powiatem Wrocławskim. Co ważne Powiat będzie partycypował w kosztach inwestycji po naszej stronie, za co jestem wdzięczny. Na naszym odcinku w pierwszej kolejności konieczne jest wybudowanie w drodze centralnej linii kanalizacyjnej na głębokości niemal 5 metrów. Musimy jednak skończyć z narracją – nie ma kanalizacji, bo nie ma drogi albo na odwrót.
Dziś dobre porozumienie z MPWiK we Wrocławiu zabezpiecza nasze potrzeby, ale chcemy być samowystarczalni, choć i tak zamierzamy wspólnie z Wrocławiem wybudować rurociąg, który będzie podłączony do naszej rozdzielni, by tej wody nigdy nie zabrakło.
Co zrobić, by utrzymać wysoką pozycję w rankingu gmin najchętniej wybieranych do życia…
– Ciężko pracować i zachęcać ludzi kolejnymi inwestycjami do wybierania Gminy Czernica jako miejsca do osiedlenia. No i wprowadzanie innowacji.
Jakich konkretnie?
Jesteśmy otwarci na nowe inwestycje zapewniające miejsca pracy, bo tutaj mamy lekki deficyt i pracujemy, aby lokalizowały się na terenie naszej gminy przyszłościowe obiekty dające korzyści inwestorom i mieszkańcom.
Plany są rzeczywiście ambitne, ale zdąży pan to wszystko zrealizować w ciągu tej kadencji, bądź dwóch, jeśli będzie taka wola mieszkańców? Co pan w ogóle sądzi o dwukadencyjności?
– Mam sceptyczne zdanie. W takich gminach jak nasza dwukadencyjność jest ograniczeniem w działaniach. Procedury czasami trwają latami i często to, co wykonujemy za zamkniętymi drzwiami, przerzucając stosy dokumentów, nie ma odzwierciedlenia w terenie, co jest przecież najważniejsze dla mieszkańców. Jak nie zobaczą, to nie uwierzą. Często pierwsza kadencja jest „rozruchowa”, w drugiej realizuje się większość przygotowanych inwestycji, w trzeciej chciałoby się zrobić jeszcze więcej, ale trzeba się już pakować.
Rozmawiał Paweł Kościółek
