Kultura

Szczyt formy prosto ze słonecznej Kalifornii. Judith Hill oczarowała poznański Blue Note.

Choć nazwisko Amerykanki oznacza „wzgórze”, to wczoraj nie po raz pierwszy udowodniła, że równie dobrze można ją określać „the top”. 

Judith Hill to połączenie tych wszystkich najlepszych cech wokalnych i scenicznych, które posiadały takie ikony jak Aretha Franklin, Whitney Houston czy Tina Turner – techniki, charyzmy, kontroli głosu, feelingu. To także bardzo uzdolniona gitarzystka. Jako że jestem fanem Black Sabbath, ten czarny Gibson SG od razu przypomniał mi o Tony’m Iommim. 

Judith Hill operuje charakterystycznym ciemnym mezzosopranem. Już jako młoda wokalistka śpiewała w chórkach z legendami takimi jak: Elton John, Stevie Wonder. W 2009 roku dołączyła do zespołu Michaela Jacksona. Jako indywidualność pokazała się światu w czwartej edycji amerykańskiego The Voice. Pamiętny jest szok jej trenera – Adama Levine’a po jej odpadnięciu. Powiedział: „I Hate This Country”.

Koncert w Poznaniu odbył się w ramach trasy promującej album „Letters from a Black Widow”. „Black Widow” to określenie, jakie nadało jej część amerykańskich tabloidów i internautów. Był to efekt sensacyjnych interpretacji jej obecności w kręgu legendarnych muzyków i jej wpływu na nich. Łączono ją nawet ze śmiercią współpracowników. Album ten to nic innego, jak chęć zmierzenia się z taką narracją. Judith Hill ze swoim wokalem jest bardzo przekonująca. Sposób śpiewu i spójność emocjonalna sprawiają, że łatwiej się z nią utożsamić. Na koncercie zaprezentowano większość utworów z tej płyty.

Artystce towarzyszyli trzej inni muzycy. Na basie i klawiszach grali jej rodzice. Perkusistą był John Staten – wiele razy już ze sobą współpracowali. Usłyszeliśmy mnóstwo improwizacji. Same popisy perkusisty to gotowy materiał na osobną relację. Świetnie współpracują. W zespole panuje przyjacielska i dosłownie rodzinna atmosfera. Judith Hill podczas przemawiania do publiczności wielokrotnie podkreślała swoją zażyłość z zespołem.

Widać było, że publiczność wczuła się w atmosferę koncertu. Na twarzach uczestników wielokrotnie malował się zachwyt i wzruszenie. Po koncercie artystka znalazła czas dla fanów, a przyglądając się rozmowom widać było szacunek, z jakim podchodzi do swoich słuchaczy. 

Uspokajam nieobecnych. 

Judith Hill ostatnio co roku odwiedza Polskę, tak więc jest nadzieja, że polska publiczność nie będzie na nią czekać zbyt długo. 

Jakub Wojtowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *