𝐑𝐞𝐦𝐢𝐬 𝐣𝐚𝐤 𝐩𝐨𝐫𝐚ż𝐤𝐚. 𝐋𝐞𝐜𝐡 𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐲𝐤𝐨𝐫𝐳𝐲𝐬𝐭𝐚ł 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐰𝐚𝐠𝐢 𝐢 𝐰𝐲𝐩𝐮ś𝐜𝐢ł 𝐌𝐚𝐢𝐧𝐳 𝐳 ż𝐲𝐜𝐢𝐞𝐦 𝐳 𝐁𝐮ł𝐠𝐚𝐫𝐬𝐤𝐢𝐞𝐣
W czwartkowy wieczór przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu Enea Arena znów żyła europejską piłką. Lech Poznań podejmował FSV Mainz w meczu rozgrywek Ligi Konferencji, a stawka była jasna – trzeba było wygrać, by z mocnej pozycji walczyć o awans. Ostatecznie skończyło się jednak tylko remisem 1:1, który dla Kolejorza smakuje jak porażka.
𝗪𝘆𝗿ó𝘄𝗻𝗮𝗻𝘆 𝗽𝗼𝗰𝘇ą𝘁𝗲𝗸 𝗺𝗲𝗰𝘇𝘂.
Od pierwszego gwizdka mecz był wyrównany, ale to Lech wyglądał na zespół, który chciał przejąć inicjatywę. Gospodarze wysoko podchodzili do rywala, agresywnie doskakiwali do pressingu i szukali szybkich wejść w pole karne.
Już w 15. minucie kibice poderwali się z miejsc. Po świetnym dośrodkowaniu z bocznego sektora Mikael Ishak znalazł sobie trochę przestrzeni w „szesnastce” i oddał potężny strzał głową. Piłka zmierzała tuż przy słupek, ale bramkarz Niemców popisał się kapitalną interwencją i końcówkami palców wybił ją na rzut rożny. To była sytuacja, która spokojnie mogła otworzyć wynik dla Lecha.
𝗭𝗶𝗺𝗻𝘆 𝗽𝗿𝘆𝘀𝘇𝗻𝗶𝗰 𝗶 𝗻𝗶𝗲𝘂𝘇𝗻𝗮𝗻𝘆 𝗴𝗼𝗹 𝗻𝗮 𝟬:𝟮
Niewykorzystana okazja szybko się zemściła. Dwanaście minut później, w 27. minucie, to Mainz zadało pierwszy cios. Po składnej akcji gości piłka trafiła pod nogi Soty Kawasaki, który pokonał bramkarza Lecha i uciszył trybuny. 0:1, a w sektorze gości euforia.
Na tym kłopoty Kolejorza mogły się nie skończyć. W 32. minucie klub z Bundesligi ponownie wpakował piłkę do siatki. Po zamieszaniu w polu karnym i kolejnej dynamicznej akcji wydawało się, że Lech przegrywa już 0:2. Na szczęście dla gospodarzy sędzia – po interwencji i analizie – bramki nie uznał. Poznaniacy dostali symboliczne „wiadro lodowatej wody” na głowę, które najwyraźniej ich obudziło.
𝗟𝗲𝗰𝗵 𝗼𝗱𝗽𝗼𝘄𝗶𝗮𝗱𝗮 – 𝗜𝘀𝗵𝗮𝗸 𝘇 𝗸𝗮𝗿𝗻𝗲𝗴𝗼 𝗶 𝘇𝘄𝗿𝗼𝘁 𝗮𝗸𝗰𝗷𝗶
Otrzeźwiony Lech wziął się do pracy. Gospodarze zaczęli grać szybciej, odważniej, z większą liczbą zawodników w ofensywie. Efekt przyszedł bardzo szybko.
W 36. minucie piłkarze Kolejorza wdarli się w pole karne gości, wywołując tam spory chaos. Po jednym z ataków sędzia dopatrzył się przewinienia na zawodniku Lecha i wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł niezawodny Mikael Ishak, kapitan i lider ofensywy zespołu. Szwed zachował zimną krew – spokojnym, pewnym strzałem pokonał bramkarza Mainz i doprowadził do wyrównania.
Niesamowity zwrot akcji: zamiast 0:2 dla Niemców, po pierwszej połowie na tablicy wyników widniało 1:1. Gdy piłkarze schodzili do szatni, słychać było wyraźną ulgę i wiarę, że ten mecz można jeszcze „przestawić” na korzyść Lecha.
𝗗𝗿𝘂𝗴𝗮 𝗽𝗼ł𝗼𝘄𝗮 𝗶 𝗰𝘇𝗲𝗿𝘄𝗼𝗻𝗮 𝗸𝗮𝗿𝘁𝗸𝗮 – 𝗽𝗿𝘇𝗲𝘄𝗮𝗴𝗮, 𝗸𝘁ó𝗿𝗲𝗷 𝗻𝗶𝗲 𝘂𝗱𝗮ł𝗼 𝘀𝗶ę 𝘄𝘆𝗸𝗼𝗿𝘇𝘆𝘀𝘁𝗮ć
Po przerwie obraz gry długo pozostawał wyrównany. Mainz nie zamierzało się tylko bronić, ale z każdą minutą rosła przewaga Lecha, szczególnie w środkowej strefie boiska. Coraz częściej pokazywał się Timothy Ouma, świeża energia w środku pola, który godnie zastąpił Filipa Jagiełłę. Kenijczyk nie bał się piłki, dobrze się ustawiał, rozrzucał akcje na boki i pchał zespół do przodu.
Kluczowy moment drugiej połowy nadszedł mniej więcej na ostatnie 20 minut meczu. Nicolas Veratsching (z Mainz) obejrzał czerwoną kartkę – po faulu, który sędzia ocenił jako zbyt ostry, goście zostali zredukowani do dziesięciu zawodników. Enea Arena eksplodowała nadzieją, bo wszystko wskazywało na to, że Lech zepchnie rywala do głębokiej defensywy i dobije go golem na 2:1.
I rzeczywiście – od tego momentu druga połowa należała do Lecha. Kolejorz zamknął Mainz na ich połowie, długo utrzymywał się przy piłce i szukał decydującego trafienia. Dobre momenty miał Taofeek Imasheel, który po wejściu na boisko wniósł sporo dynamiki na skrzydle, podejmował pojedynki jeden na jeden i kilka razy wpadł z piłką w pole karne. Brakowało jednak tej jednej, ostatniej kropki nad „i” – dokładnego podania, lepszego przyjęcia, odrobiny chłodnej głowy pod bramką.
𝗥𝗲𝗺𝗶𝘀, 𝗸𝘁ó𝗿𝘆 𝗯𝗼𝗹𝗶 𝗷𝗮𝗸 𝗽𝗼𝗿𝗮ż𝗸𝗮
Kiedy sędzia zagwizdał po raz ostatni, na tablicy wyników wciąż widniało 1:1. Dla FSV Mainz to rezultat, z którym można żyć – wyjazdowy punkt w europejskich pucharach, w dodatku grając końcówkę w osłabieniu.
Dla Lecha ten remis to jednak porażka w przebraniu remisu. Kolejorz miał mecz pod kontrolą w końcówce, grał w przewadze, dominował, a mimo to nie zdołał przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Przy takiej stawce i takiej sytuacji boiskowej punkt to zdecydowanie za mało.
𝗕𝗼𝗵𝗮𝘁𝗲𝗿𝗼𝘄𝗶𝗲 𝗶 𝘄𝘆𝗿óż𝗻𝗶𝗲𝗻𝗶𝗮
Na szczególne wyróżnienie w drużynie gospodarzy zasługują:
𝗠𝗶𝗸𝗮𝗲𝗹 𝗜𝘀𝗵𝗮𝗸 – najpierw groźna główka w 15. minucie, później wykorzystany rzut karny i ogrom pracy wykonanej dla zespołu. Walczył, wracał po piłkę, napędzał pressing.
𝗧𝗶𝗺𝗼𝘁𝗵𝘆 𝗢𝘂𝗺𝗮 – Kenijczyk, który zastąpił Filipa Jagiełłę, dodał Lechowi jakości w środku pola. Był odważny, nie chował się, dobrze się pokazywał do gry i łączył formacje.
𝗣𝗮𝘄𝗲ł 𝗦𝗸𝘂𝘇𝗮
