Szczera do bólu, emocjonalna, nieprzewidywalna i drapieżna – po prostu Beth Hart.
Cała Beth Hart – koncert jak zwykle zaczęło się w tłumie publiczności. W roli osobistego bodyguarda – menadżer trasy i niezastąpiony jej mąż Scott Guetzkow. Pomimo chaosu, Amerykanka brzmi bezbłędnie. Perfekcyjnie panuje nad głosem.
Koncerty Beth Hart to doświadczenia pełne energii i pokazów muzycznej wirtuozerii. Chociaż jej ciemny mezzosopran brzmi często podobnie, to można usłyszeć sporo improwizacji i reinterpretacji swoich piosenek:
- narastający, charczący wrzask przy „War in my mind”.
- zupełnie inna aranżacja „I Love You More Than You’ll Ever Know”.
- przy „Don’t Call the Police” niektóre dźwięki śpiewała jeszcze wyżej, niż na płycie.
- akustyczna wersja Sugar Shack – perkusista gra na bębnach Konga, a co Beth wyprawiała wokalnie na końcu… Niesamowita dynamika i vibrato.
Oczywiście te improwizacje to nie tylko Beth Hart. Towarzyszyli jej:
- na gitarze – Jon Nichols. Od dawna grają razem.
- na perkusji – Todd Wolf.
- na basie – Tom Lilly.
Beth Hart ma w ekipie wielu stałych i bliskich sobie współpracowników. Menadżerem trasy jest nieprzerwanie jej mąż – Scott Guetzkow. Od ponad 30 lat jej głównym menadżerem jest David Wolff. W tej branży tak długa tego typu współpraca to rzadkość.
Te wszystkie wieloletnie współprace wiele mówią o Beth i jej przywiązaniu do tych, którzy ją przez lata wspierali. Jej koncerty to nie tylko techniczna wirtuozeria, to również bardzo emocjonalne doświadczenie. Ile razy, kiedy opowiadała o swoich doświadczeniach w jej oczach pojawiały się łzy. Tym razem nie było takiej reakcji, ale wierzcie. To się niejednokrotnie zdarzało.
To właśnie dlatego Beth Hart jest tak ceniona. Nie tylko za to jak śpiewa, ale też jak to przekazuje. Pamiętam mój pierwszy jej koncert. Tutaj skakałem przy utworach jak „Broken and Ugly”, a z drugiej strony ledwo trzymałem się na nogach z emocji kiedy grała np. „You Still Got Me”. To też można było zauważyć na twarzach publiczności. Widać było, że to co dostali było dla nich prawdziwym emocjonalnym zaskoczeniem, wręcz szokiem. Też to wtedy przeżyłem.
Beth to artystka, która chce być jak najbliżej publiczności. Angażuje, śpiewa z fanami, wchodzi wiele razy w tłum. Na bis publiczność podeszła prosto pod samą scenę. To była także i dla mnie okazja, żeby przyjrzeć się jej maksymalnie z bliska.
Jakub Wojtowicz.
